Phantom Doctrine

Zazwyczaj szerokim łukiem omijam gry, które z założenia mogłyby wymagać ode mnie zaangażowania większego niż zwyczajowa godzina. Dzieje się tak z czysto pragmatycznych względów oraz priorytetyzacji codziennych czynności. Z grubsza więc sprawa wygląda tak, że czas na elektroniczne hobby przypada zwykle po odpowiednim zadbaniu o rodzinne relacje i ogarnięciu domowych pieleszy. Z czysto praktycznego punktu widzenia przesiadywanie do późnych godzin nocnych nie wchodzi w grę. Te czasy dawno minęły i jakoś szczególnie za nimi nie tęsknię…

Okazuje się jednak, że moje ustatkowane podejście w starciu z niektórymi tytułami nie zawsze wychodzi obronną ręką. Nie poradziło sobie np. z Observerem lub Ruinerem, które w minionych miesiącach intensywnie absorbowały moją uwagę. Nie dało też rady atakowi ze strony najnowszej produkcji od CreativeForge Games. Na szczęście szturm ten przeprowadzony został w okresie wakacyjnym, gdyż Phantom Doctrine, szybko i skutecznie rozłożyło agendę mojego dnia na łopatki. W ciągu dosłownie kilku godzin, z przykładnego męża i ojca, zamieniłem się w tajnego agenta.

„W ostatecznym rozrachunku motywy się nie liczą, czyż nie? Tylko rezultaty.”

Chwilę przed rozpoczęciem roli tajniaka przeczuwałem, że czeka mnie przyszłość rysująca się w barwach wyblakłej magenty. Jednak gdzieś głęboko w duszy pragnąłem jak najszybciej rzucić się w wir wydarzeń znanych mi dotychczas tylko z kart książek. Od kiedy pamiętam, Forsyth, Ludlum, Follet czy Clancy rozpalali moją wyobraźnię niezwykle skutecznie. Teraz to ja, niemalże jak jeden z bohaterów ich powieści, miałem podjąć wielkie ryzyko, aby ostatecznie uratować świat.

Prawdą jest, że raczej modelowym przykładem tajnego agenta nigdy nie byłem. Jednak w momencie ważenia się losów ludzkości, w chwili kiedy napięcie towarzyszące alternatywnej wizji zimnej wojny sięgnęło niemalże zenitu, brak wystarczającego doświadczenia był jedynie błahą wymówką. Wraz z grupą nieznajomych, prawdziwych osobliwości spod ciemnej gwiazdy, stworzyliśmy zespół odpowiedzialny za przywrócenie globalnego spokoju, zagrożonego przez działania tajemniczej organizacji Beholder.

Phantom Doctrine

Pierwsze zderzenie z agencką rzeczywistością nie należało jednak do najbardziej przyjemnych. Ogrom oferowanych przez Phantom Doctrine możliwości działania skutecznie stłumił towarzyszącą moim poczynaniom ułańską fantazję początkującego. Skupiony na tym, aby jak najszybciej wykazać się na polu walki, praktycznie zupełnie pominąłem elementy taktycznego planowania i zarządzania posiadanymi zasobami. Reakcje na działania wrogich sił ograniczyłem głównie do „gaszenia pożarów”, a będąc już w terenie próbowałem zadać kłam jakimkolwiek regułom tajniackiego rzemiosła. W końcu najważniejszy był cel. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na nieuchronnie zbliżający się potężny konflikt zbrojny. Nie było więc miejsca na zbędne, teoretyczne pierdoły. W efekcie takiego podejścia otrzymałem bolesny w skutkach cios w samo serce. Dowodzona przeze mnie siatka agentów rozbita została w pył i musiałem przełknąć gorycz porażki zanim jeszcze na dobre wgryzłem się w niuanse fabularne przygotowane przez CreativeForge Games.

“Lepiej, gdy szpiega znają z porażek niż z sukcesów”

Podobny, mało chlubny koniec przytrafił mi się jeszcze przy kolejnych dwóch próbach uporania się z teorią spiskową rozpisaną przez twórców gry. Powoli traciłem nadzieję, że stać mnie będzie na opanowanie rozbudowanych mechanizmów rządzących światem Phantom Doctrine. A to za późno przeciwstawiałem się wrogim działaniom na mapie świata, a to głupio traciłem agentów realizujących niebezpieczne misje w terenie. Jednak mimo niepowodzeń, ciągle działał ten specyficzny magnes nie pozwalający nawet pomyśleć o porzuceniu kolejnych starań. W końcu wysiłek się opłacił. Krok za krokiem, godzina za godziną, wyciągając wnioski z nieudanych misji zacząłem mozolnie torować sobie drogę ku szpiegowskiej maestrii.

Za trzecim razem nie było już mowy o jakimkolwiek nieprzemyślanym ruchu czy zbyt szybko podjętej decyzji. Z rozwagą podszedłem do dokładnego zapoznania się zarówno ze spectrum możliwości jakie oferowała lokalizacja pełniąca rolę naszej kryjówki, jak i z profilami wszystkich członków zespołu. W wyniku mrówczej pracy, będący pod moją kuratelą agenci otrzymali uzbrojenie odpowiednie do ich umiejętności i posiadanych perków. Część z nich z marszu rozpoczęła właściwe szkolenia, inni natomiast zajęli się rozwijaniem zasobów bazy. Osadzone zostały stanowiska odpowiedzialne za rozszyfrowywanie zbieranych dokumentów i ich analizę. Zajęliśmy się również rozbudową koszar, analizą kandydatów na nowych agentów, tworzeniem fałszywych dewiz przynoszących dochód i zwiększeniem środków bezpieczeństwa chroniących nas przed intruzami.

“Vive la morte, vive la guerre, vive le sacré mercenaire”

Za mną już kilkanaście dni operacji prowadzonych przez oddział. Dni pełnych strachu o życie, naznaczonych ciągłym stresem, uciekającym czasem i nieustannym działaniem w ukryciu. Jednak wzmocniony bagażem doświadczeń o wiele roztropniej podchodzę do czekających wyzwań. To, że niebezpieczne czynniki nigdy nie zostaną do końca zneutralizowane nie ulega żadnym wątpliwościom. Mam jednak wpływ na to w jaki sposób wykorzystam mocne strony zespołu, jednocześnie minimalizując negatywny wpływ słabych. Z uwagą przyglądam się poczynaniom przeciwników śledząc ich ruchy na mapie świata. Staram się przewidywać, z wyprzedzeniem planować relokacje moich ludzi tak, aby móc z powodzeniem niwelować zakusy nieprzyjacielskich sił bez względu na to, w którym miejscu świata zdecydują się zaatakować.

Phantom Doctrine

Zupełnie inaczej wyglądają też potyczki terenowe. Bez względu na cel akcji (np. zabicie lub pojmanie wrogiego szpicla, uwolnienie informatora, obrona kryjówki, pozyskanie tajnych dokumentów, sabotaż itp.) najpierw pojawia się plan, a dopiero z czasem realizacja. Moi najemnicy wyposażeni w odpowiednie uzbrojenie, mądrze korzystający z posiadanych umiejętności i wspierani przez zwiad, starają się narobić jak najmniej hałasu i jeżeli to możliwe, zrealizować misję będąc niezauważonymi. Kosztuje nas to oczywiście odpowiednio dużo czasu i nerwów, ale cel uświęca środki.

Pozostając w ukryciu dysponujemy większym komfortem i relatywnym spokojem, które pomagają w trakcie żmudnego procesu rozszyfrowywania pozyskanych w różnych zakątkach świata dokumentów. Nasza ulubiona tablica korkowa sukcesywnie zapełnia się coraz większą ilością zdjęć, ulotek, fragmentów listów, gazet i różnego rodzaju notatek. W efekcie precyzyjnej pracy analitycznej, scalać zaczynają się początkowo fragmentaryczne informacje. Z każdą chwilą wrażenia totalnego zagubienia i braku sensu całej sytuacji, w którą zostaliśmy wplątani, ustępują miejsca zrozumieniu, które bynajmniej nie łagodzi zszarganych nerwów. Jedno jest pewne – czy tego chcemy czy nie, przyszłość świata leży rzeczywiście tylko w naszych rękach…

“Z drobiazgów może powstać coś wielkiego”

Przede mną jeszcze z pewnością kilkadziesiąt długich godzin spędzonych z Phantom Doctrine. Kiedy złapałem wiatr w żagle, chęć poznania zakończenia pieczołowicie przygotowanej fabuły stała się diabelnie silna. Tym bardziej, że sposób, w jaki w tym tytule współdziałają ze sobą takie elementy jak gameplay, strona audio (kapitalna oprawa muzyczna Marcina Przybyłowicza i Jana Sanejki), wizualizacje lokacji, rys fabularny, różnorodność postaci czy balans trudności, wywołuje silne uczucie immersji.

Phantom Doctrine z całą swoją złożonością z pewnością nie trafi w gusta wszystkich graczy. Zdecydowanie preferowane jest posiadanie dużej dozy samozaparcia, cierpliwości i chęci analitycznego myślenia. Akcja rozwija się powoli, wątków sugerujących różne kierunki jej rozwoju jest mnóstwo, przez co początkowe wrażenie chaosu potrafi zniechęcić odbiorcę. Dodatkowo, rozgrywanie batalii w trybie turowym wyciska ostatnie poty, szybko karcąc graczy w gorącej wodzie kąpanych. Poziom zadowolenia pojawiający się jednak wraz z pokonywaniem kolejnych trudności, z nawiązką wynagradza włożony wcześniej trud. CreativeForge Games wykonało świetną robotę. Szczerze polecam!


Phantom Doctrine to prawdziwy raj dla taktyków, strategów i miłośników zawiłych teorii spiskowych. Tytuł posiada wiele rozbudowanych mechanik zarządzania, potrafiących zadowolić nawet najbardziej wymagających graczy. Specyficzny klimat epoki zimnej wojny doskonale oddaje oprawa muzyczna oraz zawiła, acz ciekawie poprowadzona fabuła. Jest to pozycja niemalże obowiązkowa dla fanów rozwiązań zastosowanych w XCOM czy np. Jagged Alliance.

Trochę więcej uwagi należałoby jednak poświęcić pracy kamery w misjach terenowych oraz poziomowi AI przeciwników.