Niedługo przed premierą Red Dead Redemption II wybuchła afera dotycząca wypowiedzi szefa Rockstar Games. Dan Houser w jednym z wywiadów stwierdził, że przy produkcji najnowszego westernu programiści musieli ciężko pracować, niekiedy nawet sto godzin tygodniowo. Wypowiedź zszokowała zainteresowanych i nie pozostała bez echa, jednak ostatecznie okazało się, że tylko mała część ekipy w wyjątkowych sytuacjach musiała zostawać długo po godzinach.

Firma chcąc uniknąć skandalu, dała swoim pracownikom zielone światło na wypowiedzi odnośnie czasu pracy i nadgodzin. Kilka osób zdecydowało się zabrać głos i okazuje się, że nie są to wypowiedzi negatywne, a wręcz chwalebnie komentujące warunki pracy w Rockstar Games. Pytanie tylko ile w tym prawdy, a ile osób postanowiło milczeć w trosce o miejsce pracy. Czy tak wielkie hity jak seria Red Dead Redemption to krew, pot i łzy dla osób przy nich pracujących?

Bez nadgodzin nie ma hitu

Wielkie dzieła wymagają poświęceń, co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Z kolei praca przy produkcji gier wymaga nadgodzin, a czasami nawet crunchu, czyli okresu intensywnej pracy na bliżej nieznany czas przed premierą gry. Najczęściej nagminne nadgodziny mają miejsce wtedy, gdy wydawca ciśnie programistów, aby gra została ukończona na czas. Bez opóźnienia czy, nie daj Boże!, kolejnego przełożenia daty premiery. W 2010 roku podczas zbliżającej się premiery Red Dead Redemption, praca przy grze była nie tylko koszmarem dla całego zespołu, ale co najważniejsze cierpiały przy tym całe rodziny. Sfrustrowane do granic wytrzymałości żony programistów napisały nawet pismo do szefów firmy, w którym żądały natychmiastowej zmiany warunków pracy ich mężów, bo w przeciwnym razie zostaną podjęte kroki prawne. Czy podobna sytuacja miała miejsce w tym roku?

“We care deeply about the games… You can become obsessive about certain things.” – Rockstar head of publishing Jennifer Kolbe

Artysta i programiści z Rockstar Games, którzy zdecydowali się wypowiedzieć odnośnie warunków pracy, owszem wspominali o nadgodzinach, jednak były to sporadyczne okresy, a praca w weekendy to wyjątkowy przypadek. W wypowiedziach powtarzają się wzmianki o maksymalnie pięćdziesięciu godzinach tygodniowo, i to przez krótki okres. Owszem jeden z pracowników przyznał, że przy Grand Theft Auto V w crunchu pracował przez siedemdziesiąt godzin tygodniowo, ale bardzo krótko. Osoby wypowiadające się nadmieniły, że wszystkie nadgodziny zostały im zapłacone i nie czuły się zmuszane do nich czy, co gorsza, zastraszane w jakikolwiek sposób. O stu godzinach pracy tygodniowo nikt nawet nie słyszał…

Red Dead Redemption 2 crunch

 

Akceptacja mniejszego zła

Wiele osób zostających w pracy po godzinach akceptuje takie rozwiązania lub ma nadzieję na “jeszcze tydzień i będzie po wszystkim“. Z drugiej strony przecież nikt nie trzyma pracownika na siłę w danej firmie i zawsze może poszukać innego miejsca zatrudnienia. Tylko czy to jest zakończenie problemu łamania prawa czy przepisów BHP przez pracodawcę? Wielu programistów ma ogromne ambicje, poświęca swoje życie osobiste tworząc wielki hit i czuje z tego powodu niesłychaną dumę. Inna sprawa, że większość z nich kocha swoją pracę i czerpie z niej wielką satysfakcję, chcąc doprowadzić swoimi działaniami całość projektu do perfekcji.

“Maybe they didn’t tell anyone 100 hours, but they definitely told us 80.” – Former Rockstar employee

Redaktorzy Kotaku nie zostawili wypowiedzi szefa Rockstar Games bez interwencji i postanowili wyjaśnić sprawę. Dan Houser przesłał oświadczenie, z którego wynika błędne zrozumienie jego wypowiedzi o stu godzinach pracy tygodniowo. Owszem taka sytuacja miała miejsce jednak trwała “tylko” trzy tygodnie i dotyczyła jego samego oraz trzech innych scenarzystów westernu. To ponoć nie było pierwszy raz, bo panowie od skryptu znają się kilkanaście lat i wcześniej również pracowali bardzo intensywnie, aby maksymalnie doszlifować warstwę narracyjną gier. Dan zaznaczył, że firma nie zmusza do nadgodzin, stara się dbać o swoich pracowników i sprawiać, aby była doskonałym miejscem pracy.

Oddani pracy aż po kres

“Bandyci aż po kres” – tak brzmi hasło na banerze reklamowym Red Dead Redemption II. Nie od dzisiaj wiadomo, że w znanym studiu cała ekipa tworząca grę, podobnie jak niesławni bohaterowie, oddana jest swojej pracy całkowicie. U twórców przygód gangu Van der Linde wszystko ma być dopięte na ostatni guzik, a fabuła, rozgrywka, otwarty świat i dopracowanie detali musi wzbudzać zachwyt graczy. Ten podziw niestety ma także ciemną stronę i naprawdę ciężko jednoznacznie stwierdzić ile potu czy łez wylali przy grze zdolni programiści.

Trzeba mieć nadzieję, że wspomniane wcześniej niechlubne incydenty z warunkami pracy przy pierwszym Red Dead Redemption to już przeszłość, a szefowie Rockstar Games wyciągnęli stosowne wnioski. Jedno jest pewne – praca przy RDR Online czy następnym projekcie tego znanego developera z pewnością będzie wymagała doświadczenia, pasji i ciężkiej pracy. Oby tylko wszystko rozgrywało się w granicach prawa, sam crunch był krótki, a głośno było tylko z powodu kolejnej bezkonkurencyjnej produkcji.

Autor Marcin Wronka

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.