Homefront Revolution

Homefront: The Revolution to sequel gry z 2011 roku, która w pierwowzorze w średnim stopniu przypadła do gustu zarówno graczom, jak i recenzentom. 5 lat temu za stworzenie tego projektu odpowiadało studio Kaos, tym razem sprawy w swoje ręce wzięła ekipa Dambuster Studios. Chcieliśmy na własnej skórze przekonać się, czy będziesz miał do czynienia z grą, która wywalczy miejsce w czołówce gatunku, czy raczej ponownie skazana będzie na rolę banity.

Zazwyczaj swoją opinię staram się podawać pod koniec recenzji, jednak tym razem zacznę inaczej. Homefront: The Revolution zawiodła w pełni moje oczekiwania. Jeżeli Ty również czerpałeś przyjemność z fantastycznej przygody jaką zaserwowała nam wszystkim seria Far Cry oraz upajałeś się niezwykłym klimatem Dying Light, mogę z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że najnowsze dzieło Dambuster Studios nie zrobi na Tobie większego wrażenia. Dlaczego przywołałem akurat te dwie pozycje? Otóż dlatego, że recenzowana gra czerpie z nich pełnymi (czasami aż za bardzo) garściami co niekoniecznie wychodzi jej to na dobre…

Homefront: The Revolution i zalążek fabuły

Zacznijmy jednak od fabuły. Jest ona niejako kontynuacją historii zapoczątkowanej w 2011 roku, kiedy miałeś okazję uczestniczyć w walkach pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a siłami Korei Północnej. Tym razem twórcy gry zaproponowali innych bohaterów oraz położyli nacisk na działania mające na celu przeprowadzenie tytułowej rewolucji. Ni mniej ni więcej, staniesz po stronie amerykańskich rebeliantów (mniej więcej 2 lata po inwazji), a Twoim zadaniem będzie podniesienie na nogi kraju opanowanego przez koreańskiego najeźdźcę. O ile tło i wątek główny zapowiadał się przynajmniej interesująco, o tyle jego wykonanie i sposób w jaki gracz w nim uczestniczy, skutecznie zepsuł i ostudził nadzieje rozbuchane kipiącymi od emocji trailerami. Wprowadzający film, naładowany brutalnością i przesycony podniosłymi treściami z pewnością wskrzesi w Tobie ducha walki, jednak następujący po nim gameplay, z minuty na minutę, z misji na misję, skutecznie ostudzi Twój zapał.

Revolution, Homefront

Chcę nadmienić, że developerzy z Dambuster Studios wykonali katorżniczą pracę nad połączeniem sandboksowego uniwersum i linearnego prowadzenia historii, jak również ewidentnie mieli ambicje stworzenia dzieła, które dokona rewolucji w branży gier. Jednak po kilkunastu godzinach spędzonych w roli partyzanta i finalnego spełnienia powierzonego mi zadania czuję, że przez zdecydowaną większość czasu prowadzony byłem za rękę, co nie pozwoliło mi w pełni rozwinąć skrzydeł.

A jak wygląda Homefront: The Revolution?

Jednym z elementów, którym nowy Homefront chciał się wyróżniać miała być oprawa graficzna. I rzeczywiście, ogarnięte postępującym w miarę Twoich dywersyjnych działań chaosem, poszczególne dzielnice Filadelfii (tam dzieje się akcja), zmieniają się z czystych i przyjemnych dla oka, w spowite dymem i ogniem ponure zgliszcza. Wszystko wygląda niezwykle sugestywnie, jest nasycone cieszącymi oko barwami i tworzy wspaniały klimat, przez co momentami możesz rzeczywiście poczuć się jak uciśniony Amerykanin walczący o swoje prawa. Silnik Cryteka spisał się w przypisanej mu roli wręcz doskonale. Niestety, diabeł tkwi w szczegółach, a dokładnie w fizyce gry. Nienaturalnie drgające ciała zabitych wrogów, wiszące w powietrzu zestrzelone wcześniej drony, mieszkańcy Filadelfii blokujący wąskie przejścia (akurat w momencie Twojej ucieczki), blokowanie postaci w najmniej spodziewanych momentach (np. chowając się pomiędzy dwoma kontenerami na śmieci, możesz już z nich nie wyjść…) – to wszystko sprawia, że mimo najszczerszych chęci, silnej motywacji do odrodzenia ojczyzny, mimo poczucia konieczności realizacji swojej misji, będziesz miał ochotę poddać się i po prostu odwiesić broń na kołek.

Arsenał różnego rodzaju narzędzi dywersyjnych jest naprawdę bardzo bogaty. Dodatkowo, z pewnością dobrze Ci znany choćby z serii Far Cry system rozbudowywania i modyfikowania uzbrojenia daje dużo frajdy. Bardzo przyjemne wrażenie pryska jednak w momencie próby eliminacji Korasów (terminologia używana w grze) za pomocą którejkolwiek ze śmiercionośnych giwer. Nie jestem w stanie zliczyć ilości sytuacji, kiedy toporny system celowania pozbawił mnie życia. Pewnym rozwiązaniem jest strzelanie „z biodra” ale na dłuższą metę, jest to zwyczajnie nieefektywne, gdyż aby z powodzeniem realizować powierzone Ci wyzwania, będziesz musiał wykazać się umiejętnością skradania i cichego pozbywania się wrogów.

Revolution, Homefront

Ten aspekt nowego dzieła studia Dambuster Studios wypada nieźle, i mimo że w dłuższej perspektywie grania model „hit&run&hide” staje się schematyczny i męczy, to konieczność uprzedniego zaplanowania sposobu odbicia np. posterunku policji czy infiltracji wrogiej bazy wymusi całkiem przyjemną gimnastykę Twoich szarych komórek. Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na poziom trudności rozgrywki, który jest generalnie wysoki co sprawia, że nie doprowadzisz do rewolucji zbyt szybko. Często jednak zawodzi poziom inteligencji komputerowo generowanych przeciwników – wystarczy znaleźć dobre miejsce i odpowiednio się ustawić, a rządni krwi żołnierze koreańskiego reżimu sami wejdą Ci pod celownik. Niezbyt finezyjne rozwiązanie, prawda?

The Revolution? Eeee, raczej nie!

Podsumowując, Homefront: The Revolution nie wnosi do rozgrywki nic nowego, a głównie powiela znane schematy. Być może tryb co-op dawałby dodatkowe, bardziej pozytywne wrażenia, jednak z uwagi na niewielkie zainteresowanie nim w momencie testowania gry, nie dane było mi tego doświadczyć. Myślę, że nowa produkcja studia Dambuster Studios (wyd. Deep Silver) znajdzie entuzjastów wśród początkujących zawodników, jednak ustatkowany gracz jakim niewątpliwie jesteś, będzie oczekiwał czegoś więcej niż kolejnej produkcji z ładną grafiką.


Oprawa graficzna i ciekawy skrypt fabularny zasługują na uznanie. Tyle tylko, że…

Duża ilość bugów utrudniających grę, powielanie schematów, mało przyjazny system celowania, niski poziom IQ przeciwników i powtarzalność misji brutalnie odstrasza od tej pozycji.