Święty Mikołaj

Święty Mikołaj to interesujący przypadek gracza – nie wygląda na takiego, nie walczy z popkulturowym zaszufladkowaniem, nie da się sfotografować z joypadem w ręku, ale po godzinach pracy zimnego browarka i dobrej gry nie odmówi. Z tego powodu, jeszcze przed świąteczną gorączką, wybraliśmy się do Laponii celem zadania mu kilku pytań. Momentami niewygodnych…


Ustatkowany Gracz: Ludzie kojarzą Cię przede wszystkim jako wesołego dziadka trzymającego na kolanach dzieciaki w licznych centrach handlowych. Sporadycznie jako szefa bandy elfów tudzież głównego sprawcę świątecznego zamieszania. Czy jednak Świętego Mikołaja można wiązać z czymkolwiek więcej co bezpośrednio dotyczy gier wideo?

Święty Mikołaj: Oczywiście! Brałem udział w niezliczonych produkcjach flashowych, licznych grach na Androida ale również romansowałem z konsolami stacjonarnymi. Na PlayStation Kutaragiego wystąpiłem w „Santa Claus saves the Earth”, mój wkład można również zauważyć w grach na Gameboya Advance; użyczyłem aparycji do multiplatformowego „Rise of the Guardians”, ale tak całkiem szczerze – miejsca by zabrakło, gdyby spróbować skatalogować wszystkie produkcje w jakich wystąpiłem. Jestem, że tak powiem, rozrywany. Szczególnie w grudniu.

Ustatkowany Gracz: A co na to Twoja żona? Podchodzi do Twoich cyfrowych przygód ze zrozumieniem, czy raczej patrzy spode głowy na te fanaberie?

Święty Mikołaj: Na początku mojej przygody, kiedy byłem jeszcze skromnym biskupem z Miry, developerzy niespecjalnie naciskali na wykorzystywanie mojego wizerunku w mediach cyfrowych. Może dlatego, że jeszcze nie istnieli… W każdym razie, wówczas panował względny spokój. Szaleństwo zaczęło się w XX wieku, kiedy większość zaczęła traktować mój ubiór jak szmatę, zapominając o powierzonym mi zadaniu – krzewieniu empatii, pomocy najuboższym, podtrzymywaniu tradycji. Słyszałem zresztą, że jutro pojawi się u Was wyjątkowy konkurs, nawiązujący do powyższych wartości! Ale, póki co, cicho sza!

Wracając jednak do Twojego pytania, mierzi ją trochę moja popularność. Sama w cieniu piwnego brzucha, eksponowanego przy każdej okazji, w towarzystwie elfów – oszaleć można. To do mnie listy piszą, mnie wypatrują na niebie, ja obracam się w przemyśle filmowym; ona zaś pełni rolę czysto epizodyczną. Dlatego też dbam o to, aby nie zabrakło jej niczego w innych aspektach naszego wspólnego pożycia, jeśli wiesz co mam na myśli… Jakby to ująć, wory Mikołaja są zawsze pełne, ho ho ho!

Ustatkowany Gracz: Czy pamiętasz swój pierwszy hardware oraz tytuł nań wydany, który rozpalił pasję pielęgnowaną po dziś dzień?

Święty Mikołaj: Pamiętam doskonale! Był to ENIAC zaprojektowany w 1943 roku J.P. Eckerta i J.W. Mauchly’ego na Uniwersytecie Pensylwanii w USA. Chociaż nie da się ukryć, że z równie dużym rozrzewnieniem wspominam Atanasoff-Berry Computer (ABC), zbudowany przez Johna Vincenta Atanasoffa i Clifforda Berry’ego w latach 1937–1942. Jednak – jak doskonale wiecie – nie było wówczas gier sensu stricto. Pierwszą jaką pamiętam był analogowy symulator pocisku rakietowego używający lamp elektronowych, chociaż i tak świat z czasem uznał, że był nią Noughts and Crosses – tytuł wydany w 1952 roku. Heh, to trochę jak z kolorem mojego płaszcza. Wszyscy myślą, że od zawsze był czerwony…

Ustatkowany Gracz: Jak postrzegasz gry wideo w kontekście obecnych dokonań techniki? Tęsknisz za trudno uchwytną duszą tamtych pozycji czy ze zrozumieniem postrzegasz progres, który miał miejsce w tej branży?

Święty Mikołaj: Dostrzegam progres. Czy rozumiem go? Cóż, niekoniecznie. Ciągła pogoń za efektami graficznymi ujmuje nieco duszy, o którą pytasz. Z równie wielkim uśmiechem na ustach gram w pozycje, w których wyglądam jak wielki, czerwony piksel, ale i w doczesne, dopracowane w największych szczegółach produkcje.

Ustatkowany Gracz: Marzy Ci się taka gra wideo, która…

Święty Mikołaj: …zostanie w pełni zaakceptowana przez moją małżonkę. Gram sobą – źle, bo nie odpoczywam od wszechobecnej popularności; gram kobietami – źle, z wiadomych względów. Jeśli przyjdzie mi sterować w grze mężczyzną, powinienem postrzegać go, w opinii mojej żony, jako wzór do naśladowania, co niespecjalnie mi się uśmiecha, bo doceniam zatopienie się w wygodnym fotelu i powolne sączenie browarka w akompaniamencie dobrej gry wideo. Czy jednak kiedykolwiek powstanie tytuł, który w pełni by ją usatysfakcjonował? Tego nie wiem nawet ja!

Ustatkowany Gracz: Co chciałbyś przekazać po sobie kolejnym pokoleniom pasjonatów gier?

Święty Mikołaj: Biorąc pod uwagę, że to głównie ja przeżywam kolejne pokolenia graczy, nie jest mi łatwo ustosunkować się do tego pytania… Aczkolwiek wywołany do tablicy, wskazałbym na swoiste zatrzymanie się. Docenienie tego co już udało się osiągnąć, odkurzenie gier nieogranych; na własnej skórze przekonania się, że „stary” nie jest synonimem „niedopracowany”. Aczkolwiek dodałbym, aby nigdy nie oglądali się za siebie i żyli tym co przyniesie przyszłość, na przeszłość zerkając tylko okazjonalnie.

Ustatkowany Gracz: Jesteś ustatkowanym graczem?

Święty Mikołaj: A czy wyglądam na młodzieńca, który ekscytuje się kolejnym dodatkiem do niezacerowanej produkcji? Oczywiście, że jestem! Dlatego też z uśmiechem na ustach czytam Waszego bloga – miejsce w sieci, które bez problemu sprosta wymaganiom nieco bardziej dojrzalszych i rozeznanych w świecie gier osób.

Ustatkowanie definiuję jako odnalezienie w swoim życiu celu, spojrzenie na otaczający mnie świat przez pryzmat doświadczenia, ale i nauki płynącej również z gier. Jako możliwość empatycznego odniesienia się do fabularnych meandrów mądrze rozpisanych skryptów fabularnych. Będąc takim graczem, czuję że żyję i doświadczam najlepszego. I tak już od wielu lat.