The Riftbreaker – czy warto czekać?

rift

Pamiętacie Żołnierzy kosmosu? Jestem przekonany, że tak. Film akcji w reżyserii Paula Verhoevena swego czasu był oczywistym wyborem w każdej wypożyczalni kaset VHS. Od premiery minęło już ponad 20 lat, a ja nadal daję się zaciekawić i zaskoczyć jego rozmachem i wartką fabułą. A co najważniejsze, na ekranie dominują widowiskowe eksterminacje całych hord dzikich przybyszów z kosmosu. Kto by tego nie lubił?

Kiedy więc trafił do mnie The Riftbreaker, najnowszy tytuł niezależnego studia EXOR i okazało się, że jego klimat jest na wskroś przesiąknięty atmosferą wspomnianego akcyjniaka, moje ustatkowane serducho zabiło co najmniej dwukrotnie szybciej. Premiera wspomnianej gry jeszcze co prawda przed nami („sometime in 2020” nawiązując do informacji na Steam), a ja miałem okazję ogrywać wersję beta, jednak już teraz mogę śmiało napisać, że The Riftbreaker prezentuje się znakomicie.

Totalna masakra w pięknych okolicznościach przyrody

Dzieło EXOR Studios jest taktyczną grą łączącą mechanizmy Tower Defence, Base Building oraz RPG z elementami survivalu. Wcielamy się w postać kapitan Ashley S. Novak – jednej z Riftbreakerów – elitarnych komandosów-naukowców. Kontrolując mecha o imieniu Mr. Riggs, przekraczamy międzygwiezdny portal z zadaniem kolonizacji odległej planety Galatea 37.

W chwilę po pojawieniu się na planecie można bardzo łatwo dać zwieźć się jej niepodważalnej atrakcyjności. Różnorodna flora ciesząca oko feerią kolorów, dynamicznie reagujące na każdy nasz ruch nawet najmniejsze źdźbła trawy, czarujące efekty świetlne, niemalże idealnie odwzorowany cykl dnia i nocy oraz zapraszające do zabawy drobne stworzenia sprawiają, że chce się tu zostać jak najdłużej. Jest to jednak bardzo szybka i prosta droga do zagłady. Niespieszne budowanie bazy i swobodna eksploracja w poszukiwaniu potrzebnych zasobów są zapowiedzią nieuchronnej porażki całej misji.

Pierwsze kontakty z pozaziemską cywilizacją w postaci małych grupek obcych przypominających kreatury z filmu Verhoevena z pewnością nie są wyzwaniem dla arsenału broni wbudowanej w pancerz Mr. Riggsa. Unicestwienie powitalnych oddziałów wroga uruchamia jednak niszczącą lawinę kolejnych, coraz liczniejszych i coraz bardziej niebezpiecznych mieszkańców Galatei 37. The Riftbreaker z doświadczenia polegającego na zwiedzaniu szybko więc zmienia się w walkę o przetrwanie, w której liczy się błyskawiczne działanie. Wystarczy tylko spojrzeć na poniższy screen!

Podziwianie widoków trzeba jak najszybciej zastąpić więc przemyślanymi decyzjami dot. kolejności budowania poszczególnych typów budynków wspomagających bazę, zarówno tych pozwalających ją rozwijać (fabryki, kopalnie, rafinerie, laboratoria) jak i bronić (mury, działka, posterunki). Pamiętać też trzeba o równomiernym i odpowiadającym na ataki kosmitów ulepszaniem konstrukcji Mr. Riggsa.

Pozostawienie tego obszaru bez należytej uwagi walnie przyczyni się do bycia rozszarpanym na strzępy przez agresywne robale zwłaszcza atakujące w ilościach przekraczających setki. Kiedy już zwęszą obecność ludzkiej bazy na swoim terenie, będą napierać niestrudzenie, w niekontrolowanych falach, zupełnie jak w Żołnierzach kosmosu. Wygląda to rewelacyjnie, a w połączeniu z podkręcającą emocje muzyką tworzy mieszankę zaiste wybuchową.

Oprócz standardowych mechanik znajdziemy tutaj także kilka bardzo ciekawych rozwiązań jak np. aspekt badań technologicznych. Zbierane pozostałości po obcych lub niszczonej przy okazji okolicy mogą być analizowane i wykorzystywane do tworzenia różnorodnych broni lub budynków. Mr. Riggs potrafi też wskazywać artefakty ukryte pod powierzchnią planety co dodatkowo zwiększa potencjał rozwojowy Galatei 37.

Ciekawą opcją jest też zaimplementowane w The Riftbreaker tzw. interaktywne strumieniowanie. Sami twórcy opisują ten element w następujący sposób: „Publiczność może aktywnie brać udział w rozgrywce poprzez szereg interaktywnych opcji. Mogą oni, na przykład, zadecydować o ataku potworów na Twoją bazę, bądź pomóc w jej obronie. Mogą oni podarować surowce, jak i sprowadzić na kontrolowany obszar tornado. Twój los, po części, zależy od nich„. Nie miałem okazji – co oczywiste na tym etapie – sprawdzić jak ta forma interakcji działa w praktyce, ale zapowiada się do prawdy interesująco.

Odkrywaj, buduj, niszcz – ku chwale ludzkości!

The Riftbreaker oferuje bardzo przyjemną rozgrywkę. Nie dość, że pod względem wizualnym prezentuje się rewelacyjnie, to zaskakuje także płynnością nawet wtedy, kiedy rządzą i dzielą eksplozje ubarwiane strzępami kosmicznych potworów. Ekipa EXOR Studios przygotowała prawdziwą gratkę zarówno dla fanów dynamicznej rozwałki jak i intensywności strategi czasu rzeczywistego. Piękna prezentacja terenu zachęca do zapuszczania się w coraz bardziej odległe obszary i w istocie sprawia wrażenie żyjącego i rozwijającego się ekosystemu.

Rozegrałem do tej pory jedną misję demonstracyjną oraz sprawdziłem swoje siły w trybie survival i uważam, że zdecydowanie warto na dzieło EXOR Studios czekać. Jeżeli utrzymany zostanie dotychczasowy kierunek prac deweloperskich, a aktywność w obszarze regularnego wsłuchiwania się w głosy społeczności gamingowej nie zmaleje (polecam rzucić okiem na Discord i Youtube ekipy ze Szczecina), to o przyszłość The Riftbreaker jestem spokojny.

Już nie mogę się doczekać możliwości doświadczenia pełnego spectrum kosmicznej anihilacji i stawiania czoła rozwścieczonym kosmitom. Wtedy z pewnością pokuszę się na bardziej szczegółowe omówienie tytułu. Póki co EXOR Studios – świetna robota!

Jeśli ten tekst jest według Ciebie ciekawy, będzie nam miło, gdy się nim podzielisz, klikając stosowny przycisk poniżej.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*