Seum

Często w grach szukam fabuły, która zwali mnie z nóg i wessie na długie godziny. Szukam interesujących bohaterów, zaskakujących zwrotów akcji, dużej ilości moralnych wyborów i zakończeń, które na długo zostaną w mojej pamięci. Jednocześnie rozglądam się za tytułami, które – obok wciągającej historii – mogą zaoferować wymagającą rozgrywkę, zachęcającą do podejmowania kolejnych prób poradzenia sobie z wizją twórców.

O ile może się wydawać, że takie połączenie zarezerwowane jest tylko dla wybranych, raz na jakiś czas pojawiają się prawdziwe perełki zadające kłam takiemu stwierdzeniu.

Oddawaj moje piwo, pomiocie szatana!

Wyobraź sobie grę, w której Twoim zadaniem jest szaleńcza pogoń za mrocznym demonem, który praktycznie sprzed nosa ukradł Ci… zgrzewkę ulubionego, schłodzonego piwka. Wyobraź sobie również, że pościg odbywa się po lokalizacjach żywcem wyrwanych z czeluści piekła, a Twoim staraniom towarzyszą rozrywające głośniki, ciężkie heavy-metalowe brzmienia. Dodaj również element rywalizacji z graczami z całego świata o jak najszybsze pokonanie kolejnych leveli. Czyż nie jest to połączenie godne uwagi każdego szanującego się, ustatkowanego zawodnika? Odpowiedź może być tylko jedna.

Jeżeli Twojemu sercu bliska jest estetyka Quake’a i Dooma, a dodatkowo napędza Cię nieustanna żądza współzawodnictwa, obok SEUM: Speedrunners from Hell po prostu nie możesz przejść obojętnie!

Ten zaskakujący tytuł,  będący dziełem małego chorwackiego Pine Studio, oferuje rozgrywkę bazującą na banalnym założeniu, co w żaden sposób nie przeszkadza mu skutecznie oddziaływać na emocje. Jak najszybsze pokonanie każdej z ponad 100 lokalizacji, wzmocnione stałym informowaniem o Twoim miejscu w tabeli z wynikami innych biegających po piekle graczy, nie daje szans na szybkie oderwanie się od konsoli. Co więcej, twórcy zadbali o dużą różnorodność leveli co sprawia, że w momencie mierzenia się z coraz trudniejszymi poziomami i niezliczoną wręcz ilością powtórzeń, motywacja do bycia najlepszym nie tylko nie maleje, ale urasta do rangi honorowego wręcz zadania.

Seum

Nikt nam browara k*rwa nie będzie zabierał, czyli nasz recenzent w rankingu TOP WORLD!

W tym miejscu ostrzegam, że ogrywanie SEUM w pobliżu osób wrażliwych na niekontrolowane wybuchy gniewu okraszone siarczystym słownictwem może spotkać się z niezbyt przychylnym odbiorem. Z drugiej strony uruchomienie rzeczonego tytułu w trakcie spotkania ze znajomymi rozumiejącymi taką formę ekspresji gwarantuje diabelnie rewelacyjne doświadczenia. Aby jednak w pełni cieszyć się walorami SEUM kluczowe jest posiadanie bardziej niż standardowej umiejętności posługiwania się padem. Chcąc mieć szansę zostawić swój ślad w annałach tejże gry, jest to aspekt niemalże kluczowy. W przeciwnym wypadku ogrywanie ww. tytułu zakończy się rozczarowująco szybko i nie pomoże nawet wielka miłość do muzycznej twórczości Ivana Spelljacka, który notabene przygotował iście piekielny soundtrack.

Krótko, zwięźle i na temat – Hell Yeah!

SEUM: Speedrunners from Hell pomimo rozpalającej wyobraźnię wizji wyrywania z rąk szatana puszek schłodzonego trunku nie może oczywiście aspirować do bycia fabularnym majstersztykiem. Posiada jednak szeroki zestaw innych aspektów (pomijając raczej średnią oprawę graficzną), które decydują o jej sile. W moim przypadku obudziła ducha rywalizacji na poziomie, o jaki siebie nawet nie podejrzewałem; nie spocznę więc, dopóki nie wykręcę najlepszego wyniku na choćby jednym z dostępnych poziomów! A Ty? Podejmiesz wyzwanie?


SEUM: Speedrunners from Hell oferuje wymagającą rozgrywkę okraszoną świetną porcją mocnej muzyki. Element rywalizacji dodatkowo wzmaga pozytywne doznania. Na ekranie dzieje się dużo i nie ma czasu na nudę.

Tytuł Pine Studio zdecydowanie faworyzuje tych, którzy umiejętność obsługi pada wyssali z mlekiem matki. Dla pozostałych SEUM może być zbyt dużym wyzwaniem.