ustatkowany gracz

Masz rodzinę, pracę, mało wolnego czasu, a jednak chcesz poświęcić kilka godzin w tygodniu na granie? Czasami bywa to bardzo trudne.

Jestem starym wyjadaczem jeśli chodzi o wirtualną rozrywkę. Gram odkąd pamiętam, od lat regularnie wymieniam konsole na półce i staram się być na czasie. Piszę o grach od ponad dekady, często traktując je jak coś więcej niż tylko GB danych. Piksele zawsze były częścią mnie i choć czasy przez ten długi okres kilkukrotnie się zmieniały, to wciąż staram się nadążać za branżą, ciesząc się moją pasją. Niestety przy obecnej sytuacji życiowej coraz częściej granie w XXI wieku przyprawia mnie o ból głowy, nerwy, a nawet frustrację. Co takiego powoduje ten stan?

Jestem ustatkowanym graczem. Tak przynajmniej mi się wydaje mając stałą pracę, małego szkraba, pasję, kobietę i dziesiątki obowiązków na głowie. Problem w tym, że druga połówka nie rozumie mojego zainteresowania, nienawidzi gier wideo i wszystkiego co z tym związane. Na domiar złego w obecnej chwili posiadam tylko jeden telewizor w domu, internet ze średnim łączem i problem z zasięgiem. Wracając do domu po pracy i po kilku godzinnej zabawie z synem, wieczorem jeśli brak zmęczenia na to pozwoli chętnie włączył bym konsolę i zanurzył się w wirtualnym świecie.

Tutaj zaczynają się schody, bo albo jestem tak zmęczony, że padam na łóżko i zasypiam w kilka chwil, albo kobieta chce iść wcześniej spać, a jeśli już znajdę chwilę dla siebie to potem muszę słuchać oskarżeń typu – “znowu grasz”, “wyłącz te głupie gry” itp. Niby tandetne, standardowe i częste bo wiem, że nie jestem odosobnionym przypadkiem, ale osobiście nigdy się do tego nie przyzwyczaję. Czy tylko mnie nic nie obchodzi co ktoś robi w wolnym czasie, jeśli nie robi komuś innemu krzywdy?

Recenzując gry częściej dostaję kod niż pudełkowe wydanie, więc staram się wcześniej ściągnąć dane i tu zaczynają się tytułowe utrapienia naszych czasów.

  • Crackdown 3 – ściągnąłem dane. W sobotę mam godzinę lub dwie jak mały po południu śpi, więc zadowolony włączam konsolę i… pojawia się aktualizacja. Nie zagram przed jej pobraniem bo to Xbox One. 10 GB to jak na moje łącze grubo ponad godzinę ściągania.Chcę grać tu i teraz. Mam konsolę, grę, abonament Gold i nie mogę. Wieczorem gram ale kilka dni później sytuacja się powtarza. Cały czas coś się ściąga.
  • Shadow of the Tomb Raider na Xboksie One – w pracy na nadgodzinach dużo roboty ale zacieram ręce na wieczorne granie, bo mam wolny czas. Myślę o kolejnych przygodach Lary i nastawiam się na ten tytuł. Jednak znów nie zagram bo pojawia się gruby patch, który trzeba ściągnąć. Dwie godziny pobierania – odechciewa mi się wszystkiego.
  • The Division 2 na PlayStation 4 – 96 GB danych. Załączam ściąganie ale na noc muszę wyłączyć bo hałas urządzenia przeszkadza kobiecie. Jadę do pracy i wtedy konsola pobiera dane. Wracam zadowolony, że włączę grę, jednak tak się nie dzieje. Konsola straciła połączenie z routerem – zostało jeszcze 60 GB. Ponawiam ściąganie, w następny dzień podobna sytuacja ale w końcu udaje się pobrać pliki. Usypiam syna przed południem. Super, mam dwie godziny poza harmonogramem na wizytę w Waszyngtonie. Odpalam grę i co się dzieje? Komunikat o konserwacji serwerów – od godziny 11 – półtorej godziny przerwy. Patrzę na zegarek – 11:15. W tej produkcji bez internetu czy działających serwerów nie ma grania, nawet w kampanii solo – WTF?
  • Far Cry: New Dawn – włączam ściąganie, po czym pojawia się komunikat o braku miejsca na dysku. Trzeba pomyśleć co usunąć, aby potem znów to ściągnąć i zapisać stany gry. 96 GB The Division 2, 68 GB Uncharted 4, bodajże 80 GB Dead Rising 4 z aktualizacjami czy kilka kolejnych grubych plików – Chryste, co za czasy.  Chcę grać a nie liczyć GB danych.

Oczywiście szybsze łącze rozwiązałoby wiele z tych bolączek, jednak mieszkam w domu poza miastem, gdzie z jednego routera korzysta wielu domowników, a zasięg czasami płata figle. Myślę o drugim telewizorze ale to kolejny wydatek, a mając małe dziecko liczą się każde pieniądze.

Kiedyś wkładałem płytę do konsoli i grałem. Zawsze i kiedy miałem na to ochotę. Konsola kojarzyła mi się z zabawą, rozrywką i odskocznią od rzeczywistości. Teraz muszę martwić się dostępem do internetu, szybkością łącza, częstą konserwacją serwerów, czasem ściągania danych, ilością miejsca na dysku czy kolejną łatką. Nie mam 20 lat i kilkunastu godzin dziennie na rozrywkę, więc już w tym temacie muszę kombinować, a tu jeszcze takie kłody latają pod nogami.

Jednak najważniejsze jest to, że jak już się uda znaleźć ten upragniony czas, to radość z rozgrywki rekompensuje wszystkie te niedogodności. Wirtualne światy w obecnych czasach są tak wielkie, dopracowane i pełne niespodzianek, że nawet opisane wcześniej bolączki nie są wstanie zepsuć tych dwóch godzin, po brzegi wypakowanych frajdą. To trudne czasy dla ustatkowanych graczy, ale kto wie co czeka nas za kilka lat?

Autor Marcin Wronka

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.