Deadpool Classic

Nadchodzą takie chwile, zwłaszcza we współczesnej popkulturze, gdy wiele graficznych powieści poddanych zostaje ekranizacji, a co za tym idzie, niejeden komiksowy bohater przebija się do masowej świadomości.

Wszyscy pamiętamy ogromny szał na Wolverine’a, który znikąd stał się twarzą Marvelowskich mutantów, wypchany przed szereg przez Hugh Jackmana. To, czy jego kreacja dobrze oddawała charakter pierwowzoru, jest tematem dyskusyjnym. Nie można jednak odmówić filmowemu Rosomakowi wpływu, jaki miał na swój rysowany oryginał.

Nastał jednak 2016 rok a wraz z nim pojawił się nowy król. Nie bez powodu – filmy Foxa coraz bardziej staczały się do rynsztoka, a tymczasem niskobudżetowa i niemal skasowana opowieść o Pyskatym Najemniku okazała się kinowym hitem. Pełna czarnego humoru, pomysłowa, zabawna i skierowana do dorosłego widza opowieść sprawiła, że Deadpool przełamał czwartą ścianę rzeczywistości i trafił do szerszej publiki. Wraz z nowymi odbiorcami pojawiło się również większe zainteresowanie jego komiksowymi perypetiami, słupki sprzedażowe poszybowały w górę a tomiki z Deadpoolem wylądowały za pośrednictwem wydawnictwa Egmont nawet w polskich księgarniach.

Przesyt zwany popytem

Zainteresowanie Deadpoolem okazało się na tyle duże, że nawet relatywnie nudna seria Thunderbolts spod szyldu Marvel Now cieszyła się w naszym kraju sporym zainteresowaniem, głównie za sprawą obecności w zespole tego antybohatera. Nie zapominajmy też o naprawdę fajnym, choć mającym swoje drobne potknięcia, cyklu pisanym przez Posehna i Duggana, który zawitał do Polski. Tak na marginesie – kup lepiej polskie wydanie, bo amerykański omnibus, choć zawiera kompletną historię, jest najgorzej sklejonym tomikiem wyprodukowanym przez Dom Pomysłów, jaki kiedykolwiek widziałem…

Wracając jednak do naszego rynku komiksowego, zdawałoby się, że najciekawszą dla fanów postaci pozycją będzie Deadpool Classic. Jest to seria, która zbiera zdecydowaną większość opowieści o Najemniku z Nawijką w jedną, schludnie prezentującą się na półce serię książek. Egmont jak zwykle nie zawodzi pod względem jakości i cykl otrzymał u nas twardą oprawę i grubszy papier, przez co może stać się nie lada gratką dla kolekcjonerów, gdyż oryginał ma formę tradycyjnych “ostatecznych kolekcji” Marvela o miękkich okładkach i cienkiej gramaturze papieru. Aktualnie na Zachodzie zakupić można 18 tomów i kolejne nadal są planach, tymczasem w momencie pisania tego tekstu w Polsce dostępne są cztery.

I choć sam osobiście z radością wstawiam w puchnący regał kolejne wydania, tak od znajomych regularnie słyszę lamentacje zawodu. “Bo to słaby komiks jest”.

Lata 90. były dziwne

No, przykro mi przebijać bańkę marzeń, ale pierwszy run Deadpoola autorstwa Jona Kelly’ego trudno nazwać dobrym z perspektywy 30-latka żyjącego w 2018 roku. Jeśli nie potrafisz wczuć się w małolata żyjącego w Ameryce lat 90., z pewnością ciężko będzie Ci docenić Deadpool vol. 1, które na ten moment stanowi lwią część kolekcji. Pomijam już pierwsze występy Najemnika, rysowane przez Liefelda i umieszczone w pierwszym tomie, gdyż mają one jedynie wartość archeologiczną.

Deadpool Classic

Nie zrozum mnie źle, nikogo tu nie krytykuję. Żyjemy w wyjątkowo pięknych czasach, w których scenarzyści historii o popularnych trykociarzach są w stanie wycisnąć z dosyć płytkich pierwotnie bohaterów naprawdę dużo emocji i zbudować fenomenalne historie poruszające ciekawe tematy w niekonwencjonalny sposób. Tymczasem Deadpool był u swoich korzeni groteskowymi opowiastkami z koślawym, czarnym humorem i bardzo prostą historią spinającą zeszyty. Była ona jednak wyjątkowo adekwatna w stosunku do czasów, w których powstała. Pamiętajmy, że pierwszy zeszyt Deadpoola pisany przez Kelly’ego trafił do sklepów w 1997 roku, a na dodatek był to jego pierwszy angaż komiksowy. Lata 90. to przecież fryzury na “czeskiego piłkarza”, niekomfortowa superbohaterska muskulatura i połamane kręgosłupy u postaci kobiecych. Komiks w dużej mierze nadal był jedynie medium stricte rozrywkowym, choć wielu twórców powoli starało się za jego pomocą zaprezentować swoim czytelnikom coś więcej.

Okno do przeszłości

Dla mnie jednak Deadpool Classic to niezwykle ciekawy rzut oka w przeszłość. Ciekawostka przygotowana dla najbardziej zagorzałych fanów postaci lub osób takich jak ja, które starają się doceniać korzenie swoich zainteresowań, jakkolwiek kiczowate i trudne do przetrawienia by one nie były. Deadpool Classic to zbiór, którego zawartość jest bardzo mocna osadzona w czasach, w których powstawała. Stąd też biorą się bardzo mieszane opinie wśród współczesnych czytelników, którym trudno jest zrozumieć, jak tak prosta seria mogła ugruntować pozycję antybohatera, święcącego triumfy w komiksach Marvela do dziś.

Nic dziwnego. Z perspektywy czasu wyławiamy z lat 90. lepsze opowieści. Jednak chłonący przyziemne żarty i pulpę akcji nastolatkowie w życiu nie sięgnęliby po trudniejsze tytuły; to zresztą one stanowiły motor napędowy Deadpoola na przełomie wieków. I chwała im za to, bo bez Liefelda i Kelly’ego nie mielibyśmy dziś tak ciekawego i atrakcyjnego bohatera, jakim jest Najemnik z Nawijką. Dlatego tytuł tego tekstu możesz rozumieć dwojako. Deadpool Classic może nie być dla Ciebie i lepiej pozostawić go w grobie przeszłości ze świeczką na wierzchu, bądź wręcz przeciwnie i zgodnie ze znaczeniem frazeologizmu – dla fanów może on się okazać tytułem wartym zachodu.

Ja natomiast muszę się przyznać, że czasami lubię przez tych kilkanaście minut spędzonych nad zeszytem, poczuć się znowu jak nastolatek.