assassin's creed 4

Zastanawiałeś się kiedyś ile warty dla serii Assassin’s Creed jest otwarty świat?

Pierwsze co kojarzy mi się z tą marką to sandboksowa rozgrywka i wielki otwarty świat – chyba największy skarb tego uniwersum. Najważniejsze dla graczy przed każdą zapowiedzią kolejnej części jest miejsce akcji, czas, podtytuł i wielkość mapy. Ostatnie dwie odsłony Origins i Odyssey to prawdziwe kolosy terytorialne i wolna, swobodna wędrówka bohaterów przez całe te potężne, wspaniale odwzorowane światy.

Zabawa trwa 100 godzin, może nawet 150, jednak nie każdy odnajduje się w tych ogromnych lokacjach lub po prostu nie ma czasu na tak rozwarstwioną, rozległą i pełną grindu czy pytajników rozgrywkę. Co jeśli kiedyś twórcy zdecydowaliby się na zmniejszenie świata gry, drastyczny skok w bok, na liniową opowieść lub pół otwarty świat wzorem ostatniej części Uncharted? Co jeśli mieliby w planach fabułę na 15-20 godzin i skupienie się na historii z o wiele mniejszym naciskiem na inne aktywności np. misje poboczne, wydarzenia czy zlecenia? Czy taki Assassin’s Creed bez np. punktów synchronizacji lub w innym ich wydaniu ma prawo bytu?

Po kolejnym powrocie do Assassin’s Creed Odyssey i wiadomościach w temacie wielkości świata w Valhalli, zacząłem się zastanawiać, czy przygody skrytobójców w kapturach miałyby sens w zdecydowanie mniejszym wydaniu. Co gdyby bohater miał tyle przestrzeni co w Uncharted: Zaginione Dziedzictwo? Nie chodzi mi o typowo liniowe opowiadanie historii, jak np. w The Last of Us, gdzie twórcy maksymalnie mogli skupić się na fabularnych smaczkach ale bardziej historię w pół otwartym świecie. Wtedy czas zabawy nie jest drastycznie krótki a i protagonista ma więcej pola do popisu bez długich odstępów od wątku fabularnego ale z możliwością skradania i cichych finisherów.

Dla graczy ta seria kojarzy się głównie z otwartym światem, bo twórcy przyzwyczaili ich do maksymalnej swobody, odkrywania nowych miejsc na mapie, wyboru (misja główna, poboczna, zlecenia) czy prawdziwych lokacyjnych kolosów wzorem Odyssey. Poza tym asasyni w większości lubią sobie zboczyć z kursu i wykonać jakaś misję czy zlecenie w ramach oddechu od fabuły czy powiększenia stanu sakiewki bądź PD. Jednak coraz częściej słychać także głosy znużenia, zwątpienia czy “przygniecenia” rozmiarem mapy. Setki pytajników, dziesiątki punktów synchronizacji, powtarzalne lokacje, podobne zadania czy zmuszanie do wykonywania pobocznych aktywności to tylko niektóre z mankamentów na jakie “choruje” seria.

I teraz tak, mniejsza mapa z pół otwartym światem wyleczyłaby serię z powyższych krytycznych uwag ale zmartwiłaby innych graczy przyzwyczajonych do całkowitej, wielogodzinnej swobody. Tak źle i tak niedobrze. Staram się znaleźć złoty środek, aby dogodzić każdemu, jednak wiesz dobrze, że to niemożliwe. Z drugiej strony mam wielką ochotę na Assassin’s Creed w realiach ostatniej części Uncharted i zdecydowane zmniejszenie tych wszystkich “sztucznych wspomagaczy ” rozgrywki. W Origins czy Odyssey czasami zdarzało mi się zapomnieć o czym jest ta gra, bo tak wiele różnorodności robiłem na boku. Powrót na fabularną ścieżkę był trudny. Assassin’s Creed bez otwartego świata mógłby zyskać na ciekawości opowieści, jednocześnie nie rezygnując z zadań pobocznych. Czy jednak ambicje twórców nie ucierpiałyby za bardzo na takiej zmianie?

Coraz częściej, szczególnie po ujawnieniu Valhalli, wydaje mi się, że oddziały Ubisoftu ścigają się same ze sobą, a jako całość chcą pokazać światu swoje rekordy i kunszt krzycząc: “Ej, patrzcie jaki mamy ogromny świat, spróbujcie nam dorównać. A jeśli spróbujecie to za rok, dwa i tak Was przegonimy”. Ostatnie wieści donoszą, że Assassin’s Creed Valhalla ma mieć świat większy niż Odyssey. Eivor zwiedzi znaczną część Norwegii i całą Anglię oraz nieujawnione jeszcze ukryte tereny. Brzmi wspaniale, jednak czy nie lepiej byłoby bardziej “zainwestować” w fabułę, ciekawsze misje, bardziej wpadające w pamięć postaci? Choć ogólnie ekscytuję się Valhallą jak uczniak, jednak miałem nadzieję na mniejszy obszar i większe dopracowanie innych aspektów. Oczywiście nie można odmawiać twórcom ich zdolności, bo może akurat w tej części pozytywnie mnie zaskoczą i doskonale wypośrodkują wszystkie aktywności.

Nigdy też nie zapomnę, że przez te 13 lat istnienia marki właśnie dzięki otwartym, drobiazgowo odwzorowanym terenom wirtualnie zwiedziłem pół świata. Tylko gdzie jest granica i czy opowieść coraz bardziej musi cierpieć przez ogromne obszary wypełnione po brzegi podobnymi do siebie pytajnikami? Jestem fanem serii, więc z wypiekami na twarzy czekam na Valhallę i mam wielką nadzieję, że wprowadzone zmiany (osady, mniej grindu, zabójcze ukryte ostrze itp.) dodadzą więcej Assassin’s Creed do Assassin’s Creed.

Jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Czy uwielbiasz wielkie otwarte przestrzenie, całkowitą swobodę i setki zadań do wykonania, a może wolałbyś skok w bok i nieco inny rodzaj rozgrywki?

Autor Marcin Wronka

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.