Aleksander Sierżęga

Ustatkowany Gracz: Ludzie kojarzą Cię przede wszystkim jako wydawcę, nauczyciela akademickiego i wykładowcę. Osobę, która współzałożyła Fat Dog Games, wcześniej zaś Simulation Games Manufacture. Czy jednak Aleksandra Sierżęgę można wiązać z czymkolwiek więcej co bezpośrednio dotyczy gier?

Aleksander Sierżęga: Jestem projektantem gier i mam ich całkiem sporo na liczniku. Tyle tylko, że całe lata zajmowałem się grami decyzyjnymi, symulacyjnymi i negocjacyjnymi. Na początku tworzyłem gry dla edukacji i branży szkoleniowej, z czasem także dla zarządzania kryzysowego. Mam na liczniku sporo rozwiązań grywalizacyjnych i jedną grę planszową. Moje twory reprezentowały nasz kraj na wystawach EXPO i w Radzie Unii Europejskiej. Ale kiedy pracuje się dla kogoś, to rzadko nazwisko projektanta ląduje na pudełku. Oczywiście kilka gier mobilnych też zrobiłem, ale… trafiłem do wielkiego worka developerów, którzy nie zarobili na trzecie piwo, więc to akurat średnio dobrze wspominam.

Zresztą głównie starałem się pracować z kontrahentami z zagranicy. Zarabianie w euro i dolarach zawsze do mnie przemawiało.

Ustatkowany Gracz: Jak postrzegasz gry wideo w kontekście szeroko rozumianej edukacji? Są komplementarne względem już wypracowanych metod nauczania, czy może mają potencjał ku wyparciu szkolnych standardów i skostniałego systemu przekazywania wiedzy?

Aleksander Sierżęga: System zawsze jest do tyłu względem możliwości technologicznych i samej metodyki. Tak jest i będzie. Stabilizuje to edukację, ale jednocześnie pozbawia ją ostrza i szansy na szybkie (liczone w latach, ale jednak) pozytywne efekty. Tylko że gry są w edukacji obecne od kilkudziesięciu lat a jednak systemowo nie są wykorzystywane. Zostały przebadane, wyśmiane, docenione, zmierzone i zweryfikowane. Wiadomo co działa; mamy badania, mamy dobre praktyki, ekspertów i gotowe programy. Ale dalej opór systemu jest duży. Jednak jest to opór bierny. Tak naprawdę do gier nie mogą się przekonać nauczyciele i wykładowcy. Z powodów różnych – strach przed nowym, bariera technologiczna, brak wiedzy, brak chęci i milion różnych powodów. Pracuję na uczelni, więc wiem co mówię. System jest oparty na ludziach. Gdyby wszyscy nagle postawili sobie pytanie – jak przekazywać wiedzę, aby było to angażujące i skuteczne, to mielibyśmy system oparty na grach, symulacjach i projektach. Pewnie nawet żadnych nowych ustaw nie trzeba by pisać.

Ustatkowany Gracz: Czy pamiętasz jaki był Twój pierwszy hardware i który tytuł nań rozpalił pasję pielęgnowaną po dziś dzień?

Aleksander Sierżęga: Commodore 64 a następnie Amiga 500 – to były czasy. Kiedy dopada mnie ciężkie ustatkowanie, to wtedy wspominam tamte gry. Gram trochę na emulatorze, czytam post mortem, grzebię w GDD klasyki gatunku i kręcę głową z uznaniem dla „magicznych” rozwiązań z tamtych lat. Przy takich ograniczeniach udawało się uzyskać wspaniałe efekty!

Ustatkowany Gracz: O nasze ustatkowane uszy obiło się, że środowisko programowania również nie jest Ci obce. Stworzyłeś kiedykolwiek grę własnego autorstwa?

Aleksander Sierżęga: Nic co wyszło na rynek. Takie tam małe wprawki. Moja droga zawodowa bardzo szybko skręciła w stronę zarządzania. A ponieważ wolę kiedy tematem zajmie się ktoś kto ma wiedzę i czas, aby całość zrobić dobrze, więc etat dla programisty pojawił się bardzo szybko. I tak już zostało.

Ustatkowany Gracz: Jak postrzegasz gry wideo w kontekście obecnych dokonań techniki? Tęsknisz za trudno uchwytną duszą tamtych pozycji, czy ze zrozumieniem postrzegasz progres, który miał miejsce w tej branży?

Aleksander Sierżęga: Kiedy pojawił się Oculus i ruszyła kolejna fala VR od razu zacząłem budować zespół do robienia gier. Dusza duszą, ale być na „ostrzu” technologicznego noża to jest coś. Branża growa jest jedną z najszybciej rozwijających się i w przód, i w tył. Coraz więcej nostalgii i szybki rozwój VR i AR w tym samym czasie.

Ustatkowany Twitter

Ustatkowany Gracz: Przybliż proszę profil Fat Dog Games. Kim jesteście, czym się zajmujecie, w zakresie czego można uzyskać od Was pomoc?

Aleksander Sierżęga: Jesteśmy grupą ludzi, którzy związali swoje życie z gamedevem. Większość z nas pracuje w branży od lat, niektórzy kilkunastu. Zakres zainteresowań od serious gamingu po mobile. Gryźliśmy wszystko i prawie dla wszystkich. Mamy ogromny bagaż doświadczeń. Tłumacząc na polski – udało nam się ponieść porażkę w każdym temacie przynajmniej raz. Zajmujemy się finansowaniem i wydawaniem gier oraz wspieraniem polskiego rynku growego.

Ponieważ udało nam się zabezpieczyć finansowanie od inwestora, samo finansowanie jest proste. Zapraszamy zespoły – oceniamy projekty i możliwości zespołu, negocjujemy, podpisujemy umowę i zaczynamy wysyłać pieniądze. Warunki są rozsądne a co ważniejsze negocjowalne – dlatego zainteresowanie jest spore, co bardzo nas cieszy.

Co do wydawania gier, to oczywiście w pierwszej kolejności pracujemy z zespołami, które finansujemy, ale jesteśmy otwarci na wszystkie ciekawe projekty. Wydaliśmy już pierwszy tytuł Inner Voices i przecieramy szlaki. Zasięgi budujemy zacne, ale co ważniejsze nasza koncepcja zakłada ciągłą pracę nad tytułami we współpracy z developerami. Rynek jest bardzo nasycony i ciężko oczekiwać, że gra zwróci się od razu po premierze. Więc nasz PR i marketing działa w dłuższych horyzontach czasowych. Koncepcja długoterminowej pracy wydawniczej pokazuje także w jaki sposób chcemy wspierać polski rynek gier. Transfer wiedzy, doświadczenia, organizacja warsztatów, kursów, game jamów. Praca z młodzieżą i studentami. Planujemy rzeczy, które mają przynieść korzyść wszystkim, w efekcie oczywiście także nam, choć niezbyt szybko. To inwestycja długoterminowa. I to jest właśnie moja działka. Robię to na uczelni, robię to w Fat Dogu. Lubię to, co robię.

Korzystając z okazji zapraszam na kolejne spotkania Unreal Engine Meetup Warsaw.

Ustatkowany Gracz: Co chciałbyś przekazać po sobie kolejnym pokoleniom pasjonatów gier?

Aleksander Sierżęga: Wiele fajnych gier! Takich, o których będę mógł powiedzieć: „Wsparliśmy ich – przy naszym udziale powstał ten tytuł”. Zresztą jak każdy projektant gier mam swoje tajne projekty, które teraz leżą w szufladzie, ale kiedyś zawojują świat. No, może… jeśli znajdę czas i dokończę po latach ten genialny koncept.

Ustatkowany Gracz: Jesteś ustatkowanym graczem?

Aleksander Sierżęga: Zdecydowanie – nie dość, że ustatkowanym, to jeszcze wybrednym, niecierpliwym i humorzastym. Mogę kupić sobie wybraną grę z marszu, ale najczęściej jak zauważyłem, wybieram gry, które ktoś mi poleci. Impulsowo inwestowałem chyba tylko w Humble Bundle, ale nawet tutaj zacząłem wybrzydzać. Kupuję takie tytuły, które są już na rynku jakiś czas – zostały dopracowane i mają trudno uchwytną i definiowalną „duszę”. Zresztą gier wychodzi teraz tyle, że ciężko być na bieżąco, a i dedykowana prasa trochę zwodzi na manowce, opisując głównie gry kategorii AAA albo najgłośniejsze produkcje.