Bobby Kotick musi odejść

Bobby Kotick, prezes Activision

Swego czasu popełniłem dla Ustatkowanego Gracza dwuczęściowy felietonBobbym Koticku, prezesie Activision Blizzard. Była to lista pewnych jego grzechów, ale przede wszystkim spojrzenie na przykrą kulturę, jaką ten człowiek próbuje wprowadzić w biznes robienia gier wideo. Kulturę, w której ludzie są statystyką – którą można zwalniać, zatrudniać, przepracowywać do woli. Jak się okazało w ostatnich miesiącach, również gwałcić.

Kilka grzechów Activision Blizzard

Activision Blizzard od wakacji stoi w ogniu. Stan Kalifornia wystosował wobec firmy oskarżenie formalne dotyczące kultury miejsca pracy i przypadków molestowania seksualnego w firmie. Pozew wyróżnił konkretnych projektantów którzy nadużywali swojej władzy. Ujawnił też istnienie tzw. „pokoju Cosby’ego” w którym spotykała się część panów z Blizzarda; rzekomo po to, by tam uprawiać seks z pijanymi fankami na BlizzCon.

Pozew przedstawił też światu zamiecioną pod dywan sprawę: otóż jedna z pracownic popełniła samobójstwo na wyjeździe służbowym, na który pojechała ze swoim leadem. Lead miał zabrać ten wyjazd zestaw zabawek erotycznych. Na imprezie świątecznej przed wyjazdem biuro pokazywało sobie jej nagie zdjęcia; robili to też rok później, gdy już nie żyła. Brak w słowniku ludzi kulturalnych słów, które dość dosadnie opisałyby tę sytuację.

Here's the evidence a fired Blizzard developer's 'Cosby Suite' existed -  The Verge

Firma Koticka zareagowała z jednej strony kwestionując cały pozew, z drugiej – panicznie sprzątając. Z gier wyleciały wzmianki dotyczące pracowników wymienionych w pozwie. Jesse McCree, lead designer Diablo 4, nie tylko stracił pracę; zmieniono też imię bohatera Overwatch o tym samym imieniu na Cole Cassidy. Wyleciał też prezes J. Allen Brack, kolejna z zamieszanych osób – na jego miejsce wskoczyło dwoje prezesów, Mike Ybarra i Jen Oneal. Fran Townsend, wiceprezeska firmy, przygotowała też list w którym jednocześnie zaprzeczono oskarżeniom i zarazem potwierdzono wolę Activision Blizzard by być miejscem inkluzywności i szczęścia. List poszedł tak dobrze, że pracownicy zorganizowali po nim protest.

Bobby Kotick: American Psycho

Według doniesień The Wall Street Journal, jest w praktyce dużo gorzej. Wspomnianego listu nie napisała bowiem Townsend, tylko sam Bobby Kotick. Kotick, jak się okazuje, okłamywał zarząd firmy, biorąc czynny udział w ukrywaniu grzeszków. Jak się okazuje, również swoich: po cichu były zamykane sprawy przeciwko niemu, jak oskarżenia o mszczenie się czy groźby karalne (Kotick miał powiedzieć jednej ze swoich pracownic, że „zaaranżuje jej śmierć”).

Wspomniana Jen Oneal odeszła z firmy ledwie po trzech miesiącach. Podczas odejścia wystosowała dość uprzejmy, ale zwiastujący problemy list otwarty. WSJ donosi, że przed nim Oneal napisała naprawdę miażdżącego maila wewnętrznego. Wytknęła w nim że nikt nie stara się ukrywać, że jest wyłącznie „tokenową” kobietą w zarządzie (zarabiając mniej od Mike’a Ybarry), że ona sama stała się ofiarą molestowania i marginalizacji podczas prezesury; powiedziała też otwarcie, że nie widzi sposobu na naprawienie czegokolwiek w Activision Blizzard.

Zarząd Activision Blizzard – ten sam zarząd który był okłamywany przez Koticka – stanął murem za prezesem. Pracownicy jeszcze tego samego dnia zorganizowali kolejny protest. Będzie ich pewnie tylko więcej, bo problemy ciągną się od wiosny. W najbliższych miesiącach zostanie wykopanych tylko więcej szkieletów z szafy Bobby’ego.

Bobby Kotick musi odejść z Activision Blizzard. Problemy firmy sięgają dalej niż on sam – Blizzard, według doniesień, był obrzydliwie toksycznym miejscem pracy jeszcze przed połączeniem z Activision. Ale on jest ich zdecydowanym prowodyrem. Ryba psuje się od głowy i według doniesień, głowa czynnie psuje resztę.

Activision Blizzard zawsze było piekłem – ale z Kotickiem będzie tylko większym

Pomijając moralne dylematy towarzyszące wspieraniu firmy kierowanej przez psychopatę, na prezesurze Koticka tracą wszyscy z wyłączeniem wąskiej grupy na szczycie. Pracownicy są traktowani jak ludzie ostatniej kategorii, których można po prostu gwałcić, z dnia na dzień wyrzucić podczas zbierania rekordowych zysków albo uczynić kozłami ofiarnymi. Gracze z kolei dostają wybrakowany produkt, bo Bobby Kotick i spółka mają po prostu to w dupie – przecież się sprzedaje, nie?

Warcraft III: Reforged było żenującym policzkiem skierowanym w fanów jednej z najbardziej wpływowych gier w historii. Nie dość, że Blizzard reklamował ją materiałami, których nie ma – epicka cutscenka pokazana na BlizzConie nie tylko nie pojawia się w grze, ale i nie pojawia się żadna jej podobna – to jeszcze dostarczył wybrakowany, brzydszy produkt który działał gorzej niż oryginały.

Z dodatku na dodatek, World of Warcraft cierpi z powodu często bezsensownych decyzji fabularnych i mechanicznych. W te wakacje prawdziwy renesans przeżyło Final Fantasy XIV, gdy do gry uciekli najwięksi streamerzy i fani, zmęczeni traktowaniem ze strony Blizzard. Diablo II: Resurrected, bardzo piękny remaster kultowej produkcji, znajduje się w po prostu śmiesznym stanie technicznym. Dalej nie umiem napisać jego recenzji, gdy w godzinach popołudniowych serwery nie chcą mnie wpuścić, prawie dwa miesiące po premierze. Ta gra ma dwadzieścia lat!

Nowotwór złośliwy

Wszystko to jest pokłosiem kultury, jaką Bobby Kotick zaszczepił w Activision Blizzard. Kultury pozbawionej szacunku do innych, nastawionej na zbędny zysk jakimkolwiek kosztem, kultury nieliczenia się z absolutnie nikim. W tej kulturze ginie nie tylko sztuka – w tej kulturze dosłownie giną ludzie.

Ten facet tego nie naprawi. Można się zastanawiać, czy tę firmę w ogóle da się naprawić; to przecież 20 lat usilnej pracy, żeby odczłowieczać innych. Natomiast na pewno nie zaszkodzi jej zrzucenie z najwyższego stołka pospolitego psychopaty. Pracownikom będzie lżej, a my może będziemy mieć minimalnie czystsze sumienia; a może nawet dostaniemy z tego lepsze gry.

Pewnie nie. Ale Bobby Kotick musi i tak odejść. Jeśli popełnił przestępstwo – niech odpowie za to przed sądem. Choćby po to, żeby jego los był ostrzeżeniem dla ludzi jego pokroju. Dość tego.

Dawniej student projektowania gier na Uniwersytecie Śląskim w Sosnowcu, przez chwilę nawet doktorant. Kurator gier wideo katowickiego festiwalu Ars Independent. Wierny fan twórczości Hideo Kojimy, Yoko Taro i Shigesato Itoiego. Podobno napisał kiedyś tekst, który miał mniej niż 13 000 słów, ale plotka ta pozostaje niepotwierdzona. Ustatkowany Gracz. Z twarzy.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*