Krzysztof Augustyn

Krzysztof Augustyn to człowiek, który pomimo swojego PESEL-u wciąż wygląda młodo. Mało tego, młodzieńcze pomysły bawią go lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Jest jednocześnie twórcą wielu projektów, zaraża pozytywnym nastawieniem, a i zimnego browarka nigdy nie odmówi.


Ustatkowany Gracz: Ludzie kojarzą Cię przede wszystkim jako człowieka, który związany był w sekcją gry.wp.pl u znanego wydawcy, jak również jako programistę gry Eternal, powstałej w kooperacji z Tomkiem Mielnikiem oraz Wojtkiem Radziejewskim. Czy jednak Krzysztofa Augustyna można wiązać z czymkolwiek więcej co bezpośrednio dotyczy gier wideo?

Krzysztof Augustyn: Nie wiem z czego mnie „ludzie kojarzą”; myślę że w doskonałej większości z niczego. Ale jeśli pytasz o bezpośredni związek, to poważnie zainteresowałem się grami wideo bliżej 1991 roku, wydając w LK Avalon, w roku 1992, składankę Eoroid + Acid Runner na C64, do spółki z bratem. Później sprawy potoczyły się dość naturalnie – było Castle, dla tego samego wydawcy, epizod w postaci gry Droid dla Mirage Software, a finalnie, w okolicach 1994 roku, Eternal i Miecze Valdgira 2 dla Timsoftu. Później miała miejsce długa przerwa, po której nastąpiły wspomniane gry.wp.pl.  Początkowo, jako programista, a w okolicy 2007 roku również jako tzw. redaktor naczelny. Całkiem przyjemnie wspominam te czasy, zespół był naprawdę dobry, jakoś w tej okolicy debiutował pierwszy Wiedźmin – i z tej okazji odpaliliśmy chyba pierwsze relacje wideo w jakości 720p na taką skalę w Polsce. Co prawda player był na kodeku DivX i było marudzenie, ale to jeszcze nie były czasy standaryzacji streamingu jak teraz.

Ustatkowany Gracz: Ostatnimi czasy reaktywowany został projekt Inflexion, którego nazwa pochodzi od producenta wspomnianej już gry Eternal. Czy w związku z tym szykujesz cichą rewolucję związaną z powrotem do tworzenia gier wideo, czy może projekt ten dotyczył będzie całkiem niezależnych działań, opartych jednak o środowisko gamingowe?

Krzysztof Augustyn: Wiesz jak jest. Człowiek jak mija już rubikon, a w moim przypadku to 40 lat, lubi naturalnie wracać do rzeczy, które mu w jego mniemaniu w życiu wyszły. Sama idea stojąca za Inflexion jest czymś, co dalej powoduje, że chce mi się robić fajne rzeczy. Mam to szczęście, że wiele lat na demoscenie, a później wczesnym  gamedevie, dały podstawę do umiejętności, dzięki którym mogę w miarę spokojnie żyć i planować pomniejsze aktywności , które z czasem doprowadzą do rzeczy dużo bardziej przyjemniejszych niż konsumowanie kraftowych browarów.

Ustatkowany Gracz: Czy pamiętasz swój pierwszy hardware oraz tytuł nań, który rozpalił pasję pielęgnowaną po dziś dzień?

Krzysztof Augustyn: Swój nie. Pasję rozpalił ZX Spectrum, u przyjaciół rodziców, w okolicy 1981 roku. W głowie zostały mi z tego czasu dwie gry – Death Chase i Harrier Attack a chwilę później – Knight Lore. Następnie pasje rozpalało głównie Atari u znajomych w podstawówce. Archon, Bruce Lee, Karateka. Pierwszy „swój” hardware miałem dopiero w okolicach 1989 i był nim Commodore 64.

Ustatkowany Gracz: Twój, niekoniecznie pozytywnie kojarzony, romans z PlayMakers TV dobiegł końca, czy może byt ten powróci do świata żywych? Zdradź więcej pikantnych szczegółów jego dotyczących.

Krzysztof Augustyn: Po pierwsze – to był świetny projekt. W założeniach. Tu nie ma prawdy objawionej. Każdy, kto bierze się za coś więcej, niż pracę na etacie zdaję sobie sprawę z możliwych konsekwencji. W tym przypadku to poszło dość szeroko, bo otarło się giełdę papierów wartościowych, z cudownym rynkiem zwanym „NewConnect”. Był debiut roku, plany dorównywały wkręceniu osób zaangażowanych – ale… i  tutaj w zasadzie wypada zakończyć. Pikantnych szczegółów być nie może ze względów w miarę oczywistych. Ogólnie – dobre doświadczenie, choć nie polecam.

Ustatkowany Gracz: Jak postrzegasz gry wideo w kontekście obecnych dokonań techniki? Tęsknisz za trudno uchwytną duszą tamtych pozycji czy ze zrozumieniem postrzegasz progres, który miał miejsce w tej branży?

Krzysztof Augustyn: Nie tęsknie. Duszy, o której wspominasz, jest dużo więcej w dzisiejszych produkcjach. Tęsknić można jedynie za snapshotami swojego gamingowego „ja”. Tym co czułeś mając kilka- czy kilkanaście lat, grając w Jumping Jacka, Manic Minera, czy też Jet Set Willy. Progres jest dramatycznie piękny, choć do dziś, jak widzę nową FIFĘ, zawsze mam w mózgu stronę z jakiegoś niemieckiego pisma z 1994 roku ze screenshotem „symulatora futbolu”. Mamy to szczęście, że przeszliśmy już etap egzaltowania się techniką i branża może sobie pozwolić na poszukiwania fajnej narracji w grach. To, co było 10 lat temu niedostępne, dziś masz za darmo. Jak to powiedział jeden z moich znajomych, teraz musisz mieć mocną wymówkę, żeby nie robić gry.

Ustatkowany Gracz: Marzy Ci się taka gra wideo, która…

Krzysztof Augustyn: …tak zainspiruje kolejne pokolenia, jak moje wkręcił Manic Miner, Exolon, Cybernoid, czy Knight Lore. Czyli nie jakaś szczególna. Ich jest pewnie już na pęczki. A dla mnie osobiście? Naprawdę dobre VR, które wywoła u mnie podobne emocje. Finalnie jednak chyba cały czas marzy mi się mocniej bezpośredni interfejs. Jak w eXistenZ Cronenberga.

Ustatkowany Gracz: Co chciałbyś przekazać po sobie kolejnym pokoleniom pasjonatów gier?

Krzysztof Augustyn: Jak już umrę to nic. Ale póki trwam – próbujcie gier od małych indie devów. Większość to crap. Ale macie szanse na przeżycie fajnych kilku godzin, które mogą Was ukierunkować na szersze wody zainteresowania grami.

Ustatkowany Gracz: Jesteś ustatkowanym graczem?

Krzysztof Augustyn: No jestem. Dwie córki zobowiązują. Ze starszą powoli na nowo poznaję platformówki. Sam gram ostatnio za mało, ale w tym zakresie widoczny jest progres. Kanapowość mocno rozleniwia. Do tego stopnia, że aktualnie wystarcza mi NVidia ShieldTV ze streamingiem gier z chmury. No dobra, czasami coś na PC. Ale tak, ustatkowałem się.