RIVE

Zdaję sobie sprawę z tego, że są wśród nas gracze, mający potrzebę nieustannej rywalizacji. Tacy, dla których nie jest możliwe odstawienie tytułu bez uprzedniego ukończenia… czasami nawet wielokrotnego. Niewątpliwie motywuje ich rozprawienie się z przygotowanymi przez developerów wyzwaniami, wraz z wątkami pobocznymi i to na wszystkich dostępnych poziomach trudności. Ich niezaprzeczalną silną stroną jest umiejętność radzenia sobie z niepowodzeniami i podziwu godna determinacja.

Być może jesteś jednym z nich? Jeśli tak, zdecydowanie należysz do grupy docelowej dla dosyć niepozornie prezentującej się gry platformowej o dźwięcznym tytule RIVE.

RIVE – od sadystów dla masochistów

Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że jest to po prostu kolejna pozycja dla fanów side-scrollowych przygodówek. Nic jednak bardziej mylnego. Już sam fakt możliwości uruchomienia tego diabelstwa z tylko jednym dostępnym poziomem trudności – hard mode – powinien już dać do myślenia. Jeżeli jednak ta skąpa, acz kluczowa informacja umknie ich uwadze, to chwilę po uruchomieniu, kiedy jeszcze wszystko wygląda niewinnie, z pewnością pomyślą – „Pfff, ten hard mode testowali najpewniej na przedszkolakach”. Następnie, pełni niczym niezmąconej pewności siebie, zaczną wpadać wprost w przygotowaną przez sadystów z holenderskiego studia Two Tribes pułapkę. Wiem coś o tym, gdyż sam dałem się w te sidła złapać…

A na początku nie jest o to wcale trudno, gdyż RIVE prezentuje się bardzo przyjemnie zarówno  pod względem audiowizualnym, jak i fabularnym. Oldschoolowa oprawa tworząca klimat rodem z najlepszych platformówek dawnych lat sprawdza się naprawdę dobrze i potrafi skutecznie skusić swoim urokiem. Przed Twoimi oczami ciągle będzie coś się działo, a ilość wybuchów czy innego rodzaju eksplozji zaspokoi nawet najbardziej wybrednych fanów. Nie można też twórcom zbyt wiele zarzucić, szczególnie jeśli chodzi o prowadzenie historii, która jest prosta, ale jednocześnie niebanalna. Główny bohater – pilot wielozadaniowego drona – tryska humorem i dzielnie walczy o przetrwanie na bliżej nieokreślonej stacji kosmicznej. Twoim zadaniem będzie uporanie się z rozwścieczoną (delikatnie mówiąc) sztuczną inteligencją rezydującą na rzeczonej stacji i ucieczka do rodzimej bazy.

Wszystko powyższe zdaje się jednak być co najmniej tak istotne, jak ustalanie celów rocznych na początku stycznia lub próba przekonania swojego dziecka, że ten napój w Twoim kuflu to zwykły sok jabłkowy z pianką. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu minutach rozgrywki i kilkuset (dosłownie!) zaliczonych w tym czasie zgonach, przestaniesz zwracać uwagę na oprawę graficzną czy muzyczną, nie mówiąc już o zaprzątaniu sobie głowy fabułą. Bardzo szybko zostaniesz doprowadzony do stanu, kiedy mógłbyś poruszać się po ekranie czymkolwiek lub kimkolwiek. Uwierz mi na słowo – w pewnym momencie wszystko oprócz sytuacji „Ty vs. RIVE” przestaje mieć znaczenie. W każdej minucie rozgrywki będziesz testował nerwy pod kątem odporności na frustrację. Jeżeli więc nie jesteś czystej krwi gameplayowym masochistą, chwile spędzone w świecie wykreowanym przez Two Tribes będą dla Ciebie co najmniej jak wspinaczka na Rysy. Nocą. W klapkach Kubota.

Jak inaczej określić sytuację, kiedy w tym samym czasie będziesz musiał poradzić sobie z nacierającymi lawinowo ze wszystkich stron hordami rozwścieczonych, wybuchających, prujących z kilku dział jednocześnie robotów, wspieranych przez zupełnie nie dające się skoordynować, przecinające się niemalże jak w kultowej scenie filmu „Cube” lasery? Będąc oczywiście otoczonym ścianami złowieszczo zbliżającymi się do siebie jak pamiętne pomieszczenie, w którym znalazł się legendarny Han Solo, jednocześnie unikając spalenia przez przetaczającą się gigantyczną kulę wulkanicznej lawy! Prawdziwą wisienką na torcie będzie moment, kiedy nawet uporawszy się z tworami chorej wyobraźni twórców, natychmiast otrzymasz dawkę doznań co najmniej podwajającą  ilość wytworzonej wcześniej adrenaliny. I zamiast delektować się zasłużoną chwilą tryumfu człowieka nad sztuczną inteligencją, od razu zostaniesz wciągnięty w wir kolejnych szalonych wydarzeń.

RIVE – a więc warto, czy nie warto?

Wbrew pozorom dzieło ekipy Two Tribes nie jest produktem złym. Można powiedzieć nawet, że ma ono potencjał na zaoferowanie graczom całkiem ciekawego doświadczenia. Jest to jednak niewątpliwie gra dla nielicznych. Doskonale rozumiem pomysł mający na celu stworzenie produktu, który będzie się wyróżniał pod względem trudności, ale w przypadku RIVE ewidentnie ktoś zapomniał o zdrowym rozsądku. I nie pomoże tutaj miła dla oka grafika, pompująca emocje muzyka czy przywołujący nostalgiczne wspomnienia klimat budek z automatami.

Niemniej zachęcam do sprawdzenia swoich sił i wytrzymałości pada w starciu z szalonymi wizjami studia Two Tribes. Jeżeli jednak zauważysz, że Twoi bliscy dziwnie patrzą na Ciebie, gdyż ze znanego im ustatkowanego gracza zaczniesz przeistaczać się w rozwścieczoną, rzucającą kontrolerem i wypluwającą z siebie soczyste frazy istotę, to jednak powinieneś odstawić RIVE na bok.


Oprawa audiowizualna i klimat rodem z automatów z grami to niewątpliwe zalety opisywanej powyżej pozycji.

A jednak… absurdalnie wysoki poziom trudności przełoży się na wąskie grono odbiorców tejże.