Infinite Warfare

Jesienny wysyp hitów nie mógł obejść się bez nowej odsłony serii Call of Duty, z miejscem akcji umieszczonym w przyszłości. Doskonale doświadczona ekipa Infinity Ward aktualnie proponuje shooterową wycieczkę w kosmos, połączoną ze zwiedzaniem Układu Słonecznego. Jakie atrakcje tym razem czekają na fanów tej futurystycznej strzelaniny?

Redakcja Ustatkowanego Gracza jako jedyna na świecie dotarła do opinii pierwszego robota, który miał okazję ukończyć kampanię fabularną, poznać tryb Zombie i spróbować swoich sił w multiplayerze Call of Duty: Infinite Warfare. To jedyna sytuacja, w której ocenę wydała zaawansowana technicznie maszyna. Czy twórcy zaskoczyli robota jakimkolwiek elementem? A może kompletnie nie trafili w jego bioniczne gusta?

Autentycznie kosmiczne Infinite Warfare

Ustatkowany Gracz: Dobra i zła strona konfliktu to temat wałkowany od zarania dziejów. Choć fabuła w kampanii dla pojedynczego gracza nie należy do specjalnie porywających, tak ukazanie wojennych wydarzeń, ich efektywność, reżyseria i różnorodność misji sprawia, że trudno przestać strzelać. Nastawiałem się na miałką i mało wyrazistą kampanię bez polotu, będącą wyraźnym dodatkiem do lubianych rozgrywek wieloosobowych. Jednak twórcy wyciągnęli wnioski, zaskakując na całej linii.

W przyszłości jako porucznik Nick Reyes wejdziesz w skład oddziału walczącego z buntownikami z Frontu Obrony Kolonii (FOK). Rozsierdzeni rebelianci z kolonii Marsa będą chcieli dać w kość Ziemianom. Zadaniem gracza jest oczywiście walka w słusznej sprawie. Czy można z banalnej fabuły wyczarować wciągającą wirtualną przygodę? Programiści Infinity Ward udowodnili, że tak! Główną bazą jest olbrzymi statek Retribution, z pokładu którego Reyes będzie podejmował wiele ważnych postanowień. Dodać trzeba, dość różnorodnych decyzji, co tylko w znacznym stopniu urozmaiciło ciekawe misje. Co powiesz z robociego punktu widzenia o samej rozgrywce?

Android 69: Wy ludzie, konflikty zbrojne macie we krwi i… uwielbiacie bawić się nimi. Znam serię Call of Duty, mając wgrane informacje o poprzednich odsłonach i przyznaję, że powiało czymś, co nazywacie elementem zaskoczenia. Po zapowiedziach i materiałach z Battlefielda 1, wielu przedwcześnie skreśliło Infinite Warfare, co nieco mnie dziwi. Z gry udało się bowiem wycisnąć wiele pozytywnych aspektów. Prowadzenie akcji, bohaterowie zapadający w pamięć, różnorodność zabawy – wszak misje to nie tylko głośne strzelanie z szerokiego wachlarza broni do oddziałów wroga, ale również operacje z tłumikiem w tle czy też walka z buntownikami w kosmosie w kabinach bojowych statków Szakali.

Ustatkowany Gracz: Ciekawostką z pewnością jest centrum dowodzenia z mapą planet na Retribution i wybieranie misji na jaką akurat masz ochotę. Tutaj gracz wybiera spośród głównych zadań i pobocznych operacji, w skład których wchodzą abordaże statków, gwiezdne wojny czy bezwładne latanie w przestrzeni kosmicznej niczym w Dead Space 3. Na pokładzie olbrzyma można przenosić się z jednej planety na drugą, tym samym “zwiedzając” wiele całkowicie odmiennych od siebie zakamarków Układu Słonecznego. Takiej kosmicznej podróży pozazdrościłoby nawet samo National Geographic!

Infinite Warfare maszyno!

Ustatkowany Gracz: Tutaj masz w zupełności rację. Przejmowanie złomowiska FOK w pobliżu Plutona, bitwa na Tytanie – księżycu Saturna, ochrona satelity okołoziemskiego czy walka w pobliżu Słońca to tylko namiastka tej kosmicznej wędrówki. Przed każdą misją można się uzbroić, wybrać wybuchowy ekwipunek (mechaniczne bomby tropiące, granaty porażające, tarcze itp.), spojrzeć na tablicę asów FOK do ubicia lub dozbroić Szakala. Podczas walki można znaleźć zbrojownie i pozyskać nowy karabin czy stosowne ulepszenia dedykowane konkretnym rodzajom broni. Zaś co do aspektów technicznych… przyznać należy, że Infinite Warfare trzyma wysoki poziom zarówno w rozgrywce, jak i podczas cut-scenek. Wiele razy dostałem łomot tylko dlatego, że przyglądałem się kosmicznym widokom, wielokrotnie zapierających dech w piersi. A jak Twoim zdaniem wypadły misje z Szakalami?

Android 69: Kiedy masz już dość przejmowania kolejnych korytarzy i kluczowych miejsc w lokacjach wroga, możesz spróbować gwiezdnych potyczek na wzór Star Wars. Pościg za asami FOK-u, namierzanie uciekającego celu, bombardowanie pociskami wrogich niszczycieli czy zgrabne posługiwanie się linką z hakiem w przestrzeni kosmicznej sprawia, że przez blisko osiem godzin nie można się nudzić. Każda chwila stanowi często o kolejnym atrakcyjnym pomyśle.

Niczym mój starszy brat Terminator, rękę z wyciągniętym do góry kciukiem pokazuję twórcom za wiernego, mechanicznego druha głównego bohatera o imieniu Ethan. Ten robot jest zupełnie podobny do mnie, lubi żartować, szybko analizuje “plan B” na polu walki i jest niezwykle oddany temu co robi. Ponadto, podobał mi się motyw hakowania wrogich maszyn, siania spustoszenia w ekipie niczego nie spodziewających się przeciwników i odliczania do autodestrukcji. Chociaż przyznać trzeba, że sama walka wciąż prowadzona jest według jasnego i nieco już stetryczałego przepisu (strzał-osłona-granat- powtórz)…

Pstrokate zombie sieją zamęt w multi

Ustatkowany Gracz: Zgodzę się z Tobą, że kampania fabularna jest zdecydowanie udana, ale to przecież nie koniec. Kolejnym przystankiem na linii Call of Duty jest strzelanie do na wpół żywych. Tym razem hurtowa eksterminacja nieumarłych ma miejsce w parku rozrywki rodem z lat 80. ubiegłego wieku. Kolorowe mapy, ukryte power upy oraz liczne easter eggi powracają wraz z inwazją hord zombie do ubicia. Kooperacja sprawia wiele frajdy, a kolejne sceny filmu obfitują w liczne zwroty akcji. Klimat minionych lat da się odczuć coraz wyraźniej wraz z zabawą na późniejszych etapach, nabierającą dodatkowych rumieńców. Szkoda, że do wyboru jest tylko jedna mapa, a kolejne lokacje z pewnością dodawane będą za opłatą…

Android 69: To fakt. Z trybem Zombie spędziłem wiele długich godzin i nawet po wielu nieudanych próbach, chciało mi się zaczynać wszystko od nowa.Teraz przekonałem się osobiście, skąd w Was tyle euforii dotyczącej zombie, będących istnym magnesem i truchłem do bezproblemowej, wszechobecnej zagłady. Niestety kilka razy miałem problemy z matchmakingiem, wyszukiwanie graczy trwało zbyt długo, a czasami błąd wyrzucił mnie do menu głównego.

Nieco inne doznania wyniosłem jednak ze starć sieciowych, gdzie ekstremalnie szybkie tempo rozgrywki, wkradający się często chaos i ogrom zgonów na mecz powodują mieszane spostrzeżenia – nawet dla robota. Ekspresowy respawn, przynajmniej na początku, to jedynie kolejna okazja na szybką śmierć. Wrogowie używają jetpacka, biegają po ścianach, robią wślizgi, a wszystko wydaje się jeszcze bardziej płynne i szybsze niż poprzednio. Taktyki tu nie uświadczysz, jedynie refleks i szczęście odgrywają pierwsze skrzypce. Do wyboru masz kilka trybów z najbardziej znanymi potyczkami, kombinezony ze specjalnymi umiejętnościami, a kolejne poziomy odblokowują nowe bronie, ulepszenia i gadżety. Standard. Mapy nie są szczególnie pociągające i po kampanii fabularnej oczekiwałem bardziej widowiskowych lokacji. Wielu śmiałków już po kilku meczach z mocno ujemnym punktowaniem może się zniechęcić. Na placu boju pozostają bowiem tylko najbardziej cierpliwi i odporni na chaos.

Roboustatkowany werdykt

Spodziewaliśmy się kolejnego pikującego Call of Duty, a tymczasem okazało się, że Infinity Ward wyciągnęło kilka wniosków i postanowiło tym razem zaspokoić fanów kampanii fabularnej i połowicznie zwolenników eksterminacji zombie.

Multiplayer został potraktowany dość obojętnie, a granica dynamicznie szybkiej rozgrywki niestety została przekroczona. Fani serii z pewnością nie powinni narzekać na tegoroczną odsłonę, bo o wiele przewyższa nudne Advanced Warfare, a przedstawiona fabuła choć mocno sztampowa, potrafi wciągnąć do cna.

Na uwagę zasługuje także solidnie wykonana praca związana z pełną polską lokalizacją. Dubbing wypada nader pozytywnie ze wskazaniem na Marcina Dorocińskiego (Reyes) i oczywiście Jarosława Boberka (Ethan). Razem z naszym rozmówcą zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni Infinite Warfare i z pewnością tej jesieni jeszcze wrócimy do wspomnianych trybów wirtualnej zabawy. No co, przecież roboty też odpoczywają grając!


Doskonale zaprojektowane lokacje, brak elementów nudy w kampanii single player oraz polska lokalizacja to niewątpliwe plusy tej pozycji.

Problem stanowi jednak matchmaking, jak również chaos i brak nowości w multiplayerze.

Autor Marcin Wronka

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.