HTC Vive

Rozpocznę od razu z grubej rury – doświadczeń doznanych podczas testowania HTC Vive nie da się opisać słowami. Zdaję sobie sprawę z faktu, że jest to prawdopodobnie nigdy niezbywalny ubytek słowa pisanego na rzecz przeżytych doświadczeń. Nie znam bowiem sposobu na to, jak głęboki stopień ekspresji musiałbym zaszyć w tekście, abyś Ty również mógł doznać choćby namiastki tego, co oferuje wspomniane urządzenie.

Kilka dni temu miałem przyjemność nie tylko odwiedzić warszawską siedzibę HTC, ale również porozmawiać z osobami na co dzień tam pracującymi. I wiesz co? Wszyscy byli pod wrażeniem możliwości, jakie oferują rzeczone gogle. Uwierz na słowo, siedzę w tej branży od kilku dobrych lat, więc potrafię rozpoznać dobrze przygotowany PR-owy tekst od szczerych opinii. W polskim oddziale HTC aż się od nich kotłowało, a wszystkie miały wspólny mianownik – ten hardware odwraca znany Ci świat do góry nogami, robi w Twoim mózgu backflipa, po czym rozpędza się w najlepsze, uderzając ze zdwojoną siłą w otaczającą Cię rzeczywistość.

Zdaję sobie sprawę z tego, że w tym momencie znajdujesz się w miejscu, w którym jeszcze niedawno byłem ja – musisz uwierzyć mojej opinii na słowo. Nie założysz bowiem w tym momencie Vive na głowę i nie będziesz bał zrobić się kroku naprzód na półce skalnej podwieszonej na wysokości kilometra nad poziomem morza. Nie będziesz podnosił uprzednio zrobionej wirtualnej kawy i pił ją w najlepsze, jak również nie podpłynie do Ciebie wieloryb tak realistyczny, że mimowolnie złapiesz głębszy haust powietrza – wszak Twój mózg da Ci jasny sygnał, że jesteś pod wodą. Ja byłem. Pozwól zatem, że skondensuję swoje wrażenia opisując program, który zrobił mi z mózgu sieczkę, począwszy od aplikacji, które wywarły na mnie najmniejsze impresje.

HTC Vive

HTC Vive – Warp room

To swoisty początek – miejsce, od którego wszystko się zaczyna. Ponieważ jesteś zaprawionym w boju graczem, z pewnością pamiętasz przygody Crasha Bandicoota, który do poszczególnych etapów trafiał z miejsca, w którym mógł wybrać jeden z poziomów zabawy. Na podobnej zasadzie działa Vive. Przygodę z urządzeniem zaczynasz w wirtualnej przestrzeni, w której poznajesz prawidła rządzące rozgrywką, uczysz się operować kontrolerami, przyzwyczajasz organ wzroku (nadaremnie, zresztą…) do tego, że właśnie spoglądasz na coś, co nie istnieje. Jest to oczywiście level testowy, z poziomu którego wybierasz interesującą Cię pozycję, aczkolwiek nie bądź ignorantem – podobnie jak wchodząc do morza obmywasz klatkę piersiową wodą i przyzwyczajasz ciało do jej temperatury, tak i w tym wypadku przebrnij przez tutorial – ten już sam w sobie potrafi zachwycić. Będąc w Warp Roomie poznasz również promień po jakim w domyśle powinieneś się poruszać, aby nie natrafić na zaburzenie – niczym w Assassin’s Creed – otaczanej Cię pseudorzeczywistości.

HTC Vive – Job Simulator: The 2050 Archives

Ten tytuł nie ma prawa wcisnąć Cię w fotel grafiką (ta jest aż nadto kanciasta; wręcz ciosana tępym narzędziem), aczkolwiek rozwiązania w nim zawarte potrafią dać do myślenia. Jeśli bowiem tak skomplikowane obliczenia wykonuje Vive już na starcie, aż strach pomyśleć co będzie miało miejsce, kiedy developerzy w pełni poskromią ten sprzęt. W Job Simulator stajesz się pracownikiem korporacji, którego zadaniem jest przetrwać dzień w boksie. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, abyś zrobił sobie kawy, wypił ją, przegryzł dowiezionym na miejsce pączkiem, a papierek walający się bez ładu i składu na blacie biurka wyrzucił do kosza. Możesz również włączyć komputer, odebrać telefon czy też wyciągnąć wtyczkę z kontaktu. Co zatem sprawia, że ta pozycja zaskakuje? Interaktywność ze środowiskiem. Ja NAPRAWDĘ piłem kawę! Kiedy przykładałem prawą rękę w okolice ust, kawa z kubka ubywała. Kiedy zamachnąłem się, uprzednio składając z kartki papieru samolot, ten poleciał w dowolnie wybranym przeze mnie kierunku. Magia? Nie, to dopiero początek…

HTC Vive – Tilt Brush

Pamiętasz Demo Disc dostarczany wraz z zakupem pierwszej konsoli Sony? Te emocje i niedowierzanie, które towarzyszyły obracaniu w pełni trójwymiarowych modeli zwierząt? Podobne odczujesz malując w Tilt Brush – aplikacji sygnowanej logotypem Google, w której masz możliwość rysowania dowolnego kształtu o dowolnym kolorze w pełni dowolnymi, dedykowanymi do tego narzędziami. I choć pozornie może Ci się wydawać, że to nic nadzwyczajnego, zmienisz zdanie kiedy wejdziesz w narysowaną przez siebie literę. Narysuj duże O – wejdź w nie, obejrzyj je z innej strony, podejdź lub oddal się od swojego rysunku, dołóż do niej kolejną literę – tym razem naszkicowaną całkiem innym stylem. Możesz kreować WSZYSTKO na cokolwiek pozwoli Twoja wyobraźnia i umiejętności. Moje pozwoliły jedynie na stworzenie napisu “USTATKOWANY GRACZ” stylem wzorowanym na ulicznych tagach, ale kiedy do Vive dorwie się etatowy rysownik Disneya

HTC Vive

HTC Vive – Fruit Ninja

Jeśli uważasz, że grałeś we Fruit Ninja na Androidzie i w związku z tym wiesz o tej grze wszystko, brutalnie muszę wyprowadzić Cię z błędu – nie masz o niej zielonego pojęcia. A to dlatego, że tytuł ten nabiera całkowicie innego wymiaru kiedy grasz w niego z goglami HTC założonymi na głowę. Angażujesz się weń bowiem całym sobą! Nie tylko uchylasz się od lecących w Twoim kierunku bomb, nie tylko tniesz samurajskim mieczem nadlatujące zewsząd owoce, nie tylko wyprowadzane ciosy starasz się łączyć w combo-łańcuchy, ale również musisz zwracać uwagę na takie detale, jak awers / rewers samurajskiego ostrza – jednym z nich bowiem poszatkujesz owoc w najlepsze, podczas gdy od drugiego ten się co najwyżej odbije. Trudno stwierdzić, czy w zamyśle było to uproszenie wynikające z casualowego charakteru zabawy, jednak pomimo tak niewielkiego mankamentu jednego jestem pewien – rzeczonego tytułu na Androidzie nawet palcem nie tknę (chociaż z drugiej strony…).

HTC Vive – theBlu: Encounter oraz…

Jak pisałem na początku, opisywane tytuły poustawiałem od takiego, który wywarł na mnie najmniejsze wrażenie po prezentacje, które rozwaliły mi czaszkę, wwiercając się w nią z impetem. Pierwszym z takowych był theBlu Encounter, czyli tytuł umożliwiający eksplorację podmorskich głębin. Kiedy ponad rok temu pisałem o podwodnych wrażeniach jakie dostarczył mi Oculus Rift nie sądziłem, że za niecały rok przyjdzie mi odszczekać wypowiedziane wówczas słowa. To, co robi z mózgiem HTC Vive to prawdziwy kosmos! Mimowolnie zaczerpnąłem głębszy haust powietrza schodząc w podmorskie głębiny. Faktycznie, podchodząc do barierki na zatopionym statku i spoglądając z niewyobrażalny odmęt oceanu, człowiek mimowolnie zdaje sobie sprawę z faktu, że oceaniczne przestrzenie nie tylko są OGROMNE, ale potrafią wręcz przytłoczyć… A kiedy nadpłynął płetwal błękitny, popatrzył na mnie, wydał z siebie ryk wywołujący ciarki na plecach, po czym na pożegnanie machnął obok nosa ogonem myślałem, że umrę ze strachu. Ale i radości, że udało mi się dożyć tak wspaniałych czasów mając możliwość naocznego obserwowania ewolucji kolejnych generacji sprzętu.

Na sam koniec zostawiłem zaś aplikację (celowo nie używam terminu “gra”, bowiem nie wydaje mi się, aby ten z definicji dostosowany był do wrażeń, jaki wywołuje opisywany sprzęt), która mnie sparaliżowała. Bałem się. Tak całkiem serio. Jeśli by założyć, że strach to reakcja chemiczna w mózgu, a HTC Vive potrafi ją aktywować, aż boję się pomyśleć, czemu jeszcze może być dedykowany… Zamknąłem oczy i w ciągu ułamka sekundy przeniosłem się na półkę skalną umiejscowioną tak wysoko, że czubki drzew wyglądały jak naniesione zatemperowanym ołówkiem kropki na ogromnej kartce A4. A jeszcze szybciej zapomniałem, że stoję pośrodku pokoju wypełnionymi ludźmi. “Mindfuck” to mało powiedziane. Oczywiście, aby przeskoczyć na bliźniaczy ustęp skalny znajdujący się nieopodal, należy wykonać jedynie niewielki krok naprzód, którego jednak nie odważyłem się zrobić. Gdyby tuż obok wirtualna postać potrzebowała mojej pomocy, wisząc na linie, która lada chwila mogłaby się przetrzeć… Gdyby błagalnie krzyczała, patrząc na mnie… Matko, nie zrobiłbym tego! A co, gdyby była to osoba z krwi i kości?


6 kwietnia miała miejsce oficjalna światowa premiera opisywanego powyżej sprzętu, jednak jego wysyłka do Polski będzie realizowana dopiero w maju 2016 roku. Paradoksalnie, jego cena wcale nie jest wygórowana (biorąc pod uwagę dzisiejszy kurs EUR daje to kwotę 4 138 zł z doliczonym podatkiem oraz wysyłką do naszego kraju) bowiem wraz z goglami, otrzymasz również dwa kontrolery oraz dwie stacje bazowe, emitujące impulsy lasera, które śledzą wykonywane ruchy w czasie rzeczywistym, jak również komplet niezbędnego okablowania. Producent, mając jednak świadomość, że jedynie płynna rozgrywka definiuje odbierane bodźce, rekomenduje sprzęt niezbędny do jego obsługi. Jest to NVIDIA GeForce GTX 970 lub AMD Radeon R9 290. CPU to najlepiej Intel i5-4590 tudzież AMD FX 8350. RAM: 4 GB+, ponadto jednostka powinna zawierać jedno wyjście HDMI standardu 1.4 lub DisplayPort 1.2 oraz jeden port USB 2.0. A co z systemem Windows? HTC rekomenduje wersję 7 SP1 lub wyższą. Jeśli nie wiesz, czy Twój sprzęt jest  stworzony do generowania wirtualnych światów, wystarczy że klikniesz w to miejsce (o ile masz zainstalowaną usługę Steam).

Podczas testowania tego urządzenia uderzyło mnie jeszcze jedno – Twoje dzieci na sprzęty obecnej czy przyszłych generacji nigdy nie spojrzą przychylnym okiem, jeśli na co dzień będą doznawać możliwości, jakie stwarza testowane urządzenie. Głęboko w trzewiach czuję, że jeśli hardware z czasem stanieje, a producenci gier dedykowanych Vive nie zasypią gruszek w popiele, otworzy się przed nami spektrum nowych, niepoznanych dotychczas możliwości (i niekoniecznie mam na myśli branżę porno; wszak jeśli kiedykolwiek zostałaby wprowadzona usługa dowolnego ustawienia stopnia perwersji wyświetlanego obrazu, przy takim stopniu generowania realizmu ocean gotówki popłynąłby do kieszeni największych wytwórni wartkim nurtem).

Mówiąc krótko, cholernie dobra robota HTC. Winszuję i gratuluję. Należy się to Wam jak jasna cholera!

Autor Mateusz Czerwiński

Mateusz jest człowiekiem niebojącym się nowych wyzwań, bez względu na formę, jaką te przyjmują. Propaguje gry wideo gdzie tylko i w jaki sposób może (zarówno na łamach prasy drukowanej, w internecie oraz w telewizji), bowiem uznaje je za krewną sztuki audiowizualnej. Jest jednocześnie ustatkowanym graczem i ojcem kolekcjonującym doświadczenie z różnych dziedzin życia. Kocha gry narracyjne, pamięta czasy NES-a.