MLB17 The Show

Powiedzmy sobie szczerze, baseball w Polsce nie należy do najbardziej popularnych dyscyplin sportu. W ilości fanów zdecydowanie przegrywa z takimi tuzami rozgrywek drużynowych jak choćby piłka nożna czy koszykówka. Nawet jeśli dodasz do listy bardziej indywidualne aktywności takie jak snooker lub darty, odbijanie piłki kijem znajdzie wiernych kibiców w zasadzie tylko pośród mieszkańców obu Ameryk i ewentualnie Kraju Kwitnącej Wiśni. Nie inaczej jest z elektroniczną wersją tego sportu, której obecność w kolekcji gier ustatkowanych graczy jest z pewnością rzadkim widokiem. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że przytłaczająca większość tytułów związanych z baseballem wydawana jest w zasadzie tylko na konsole.

Wszystkie powyższe ograniczenia zdają się nie przeszkadzać kalifornijskiej gałęzi studia Sony Interactive Entertainment z San Diego, które od 10 już lat z uporem godnym profesjonalnego sportowca wydaje kolejne wersje ich flagowego produktu – MLB The Show. Tegoroczna edycja z liczbą 17 w tytule prezentowana była jako najlepsza i najbardziej rozbudowana z dotychczasowych, a co za tym idzie mająca wyznaczać standardy na rynku zdominowanym przez takie marki jak NBA2K oraz FIFA (nie bez przyczyny zresztą przywołuję wspomniane tytuły, gdyż jestem zdania, że to właśnie one wyznaczają standardy jakości gier sportowych).

Wielkie sportowe, elektroniczne święto

Rzadko daję ponieść się PR-owej euforii towarzyszącej wprowadzaniu na rynek nowych tytułów gier. W przypadku MLB17 The Show nie skończyło się jednak na szumie medialnym i za słowami poszły konkretne działania. Najnowsza odsłona sagi tworzonej przez Sony San Diego prezentuje się doprawdy znakomicie. Twórcy podkreślali np. ogrom pracy włożony w jak najbliższe rzeczywistości odwzorowanie zachowania piłki (fizyka i losowość torów lotu), czy też zaimplementowanie kilkuset różnorodnych animacji mających odzwierciedlać reakcje zawodników i tym samym budować wrażenie oglądania prawdziwego meczu. Te i wiele innych aspektów zostały zrealizowane z powodzeniem i sprawiły, że czas spędzony przed konsolą upłynął niezwykle szybko.

MLB17 The Show nie jest oczywiście pozbawiona wad, ale łączy w sobie wszystko to, co dobra gra sportowa mieć powinna – łatwość immersji, różnorodność trybów rozgrywki i atrakcyjną oprawę audiowizualną.

Pierwsza baza – oprawa audiowizualna

Gra pozytywnie zaskakuje jakością detali. Operowanie światłem i cieniem związane z odwzorowaniem warunków atmosferycznych, koloryt i różnorodność stadionów – od płyty boiska zaczynając a na trybunach kończąc – tudzież wygląd zawodników (wyłączając relatywnie niską jakość twarzy), robią bardzo dobre wrażenie. Powtarzalność ruchów trafia się niezwykle rzadko, a z biegiem czasu można nauczyć się rozpoznawać zawodników po charakterystycznych dla nich rytuałach. Od czasu do czasu ma miejsce wprawdzie kuriozalnie wyglądające „stapianie się” ze sobą graczy czy drobne zacięcia w trakcie rozgrywki, ale są to małe krople w morzu naprawdę mądrze przygotowanych rozwiązań.

Na osobny akapit zasługuje warstwa audio recenzowanego tytułu. Już od pierwszych minut z głośników sączy się soundtrack budujący klimat sportowej rywalizacji, napakowany motywami muzycznymi, charakterystycznymi dla relacji telewizyjnych ligi MLB. Jest żywo, dynamicznie, momentami rockowo i zadziornie. Dodatkowo cegiełkę do solidnego fundamentu dokłada również, zaskakująco dobrze współgrający z szybko zmieniającą się na ekranie sytuacją, komentarz. Nazwiska dziennikarzy pojawiające się w trakcie rozgrywanych meczów nic mi wprawdzie nie mówią, ale nie przeszkadza to czerpać przyjemność z ich rozentuzjazmowanych rozmów. Mając na liczniku grubo ponad 300 baseballowych potyczek zacząłem jednak coraz częściej zwracać uwagę na powtarzalność wypowiadanych zdań, co może nie wpłynęło negatywnie na odbiór całości, ale też nie było incydentalne i w pewnym momencie zaczęło być irytujące.

Druga baza – różnorodność trybów rozgrywki

W MLB17 The Show każdy znajdzie coś dla siebie. Osoby z zacięciem menedżerskim z pewnością zainteresują się trybem Franchise, w którym wybraną drużynę można prowadzić z perspektywy jednego gracza, zarządzając całym zespołem bez angażowania się w aktualną rozgrywkę.

Samotne wilki mogą z powodzeniem rozwijać swoją karierę prowadząc stworzonego przez siebie avatara w indywidualnym trybie „Road to The Show”. Nie jest to w żaden sposób nowatorskie rozwiązanie, ale zespół z San Diego pokusił się tutaj o drobny powiew świeżości. Mam na myśli sposób prowadzenia historii przywołujący na myśl film dokumentalny. Będąc w środku całego zamieszania możesz jednocześnie mieć kontrolę nad zawodnikiem, ale też obserwować jego życie zawodowe oraz podejmować decyzje mające znamienny wpływ na przyszłość. I o ile zarysowana fabuła pozostawia wiele do życzenia, tak pomysł sam w sobie jest co najmniej ciekawy.

Osoby z zacięciem kolekcjonerskim, lubujące się w tle rozgrywki właściwej (np. statystyki, różnorodne gadżety sportowe) z pewnością polubią tryb „Diamond Dynasty”. Jego ideą jest stworzenie drużyny z ponad 2 500 dostępnych kart zawodników oraz rywalizacja z innymi zespołami, ciągłe rozbudowywanie dynastii oraz kolejne modyfikacje czy usprawnienia sprzętu. Gdyby tego było mało, jest również opcja zadań (dziennych, tygodniowych, incydentalnych), których realizacja zapewnia dopływ wewnętrznej waluty. Tym samym nie ma konieczności inwestowania ciężko zarobionych złotówek w potencjał prowadzonej drużyny.

MLB The Show 17

Swoistą wisienką na torcie jest bonusowy „Retro Mode”. Jak sama nazwa wskazuje ma on nawiązywać do tych wersji MLB, w których jakość grafiki nie miała większego znaczenia. I rzeczywiście, rozgrywka w stylu retro nastawiona jest na łatwość i prostotę zarówno na poziomie gameplayu, jak i wrażeń estetycznych. Co nie zmienia faktu, że sprawnie funkcjonuje jedynie jako przerywnik kanapowy przy zimnym piwku.

Rysą na pięknie błyszczącej powłoce jakości MLB17 The Show jest niestety (podobnie jak w sferze komentarzy) powtarzalność i przewidywalna sekwencyjność wyborów dokonywanych w trybie indywidualnym. Często zdarzały się momenty, kiedy po przeczytaniu pierwszych kilku wyrazów opisu sytuacji dokładnie wiedziałem jakie będą możliwe opcje wyboru. W efekcie, zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasu, aspekt decyzyjności praktycznie przestał mieć znaczenie.

Trzecia baza – immersja

Stoisz na miejscu pałkarza, a na plecach czujesz presję tysięcy kibiców i pokładających w Tobie nadzieję partnerów z drużyny. Jest to moment, w którym na boisku liczysz się tylko Ty oraz zawodnik mający za chwilę rzucić w Twoim kierunku piłkę. Do ostatniej sekundy nie wiesz jaki tor lotu rzeczona obejmie; nie wiesz również jak zachowa się miotacz przeciwników. Atmosferę podgrzewają dodatkowo obiektywy kamer śledzące każdy Twój ruch oraz dziennikarze komentujący na żywo Twoje zagrania. Przejmując po chwili rolę zawodnika z pola również musisz liczyć się z zawodnikami czekającymi albo na Twój błąd, albo na skuteczny przechwyt piłki. Będąc natomiast w szatni jesteś regularnie zachęcany do analizowania swoich występów i doskonalenia posiadanych umiejętności.

Powyższe bodźce sprawiają, że zanurzenie się w świat MLB17 The Show jest bardzo łatwe i względnie szybkie. Nie będziesz potrzebował wielu godzin, aby poczuć się jak gracz zawodowej ligi baseballa. Bez względu na to, czy wygrywasz czy przegrywasz, będziesz miał ochotę uruchomienia jeszcze jednego meczu przybliżającego do upragnionego mistrzostwa.

Na uwagę zasługuje jednak fakt niedostatecznego balansu między poziomami trudności rozgrywki. Wybierając najłatwiejszy możesz być niemalże pewnym, że po kilkudziesięciu rozegranych spotkaniach osiągniesz blisko 60% skuteczność odbicia piłek (co w rzeczywistości nigdy się nie zdarza), a dotarcie do finału ligi już w pierwszym roku zawodowej kariery będzie bardzo prawdopodobne. Z drugiej strony zmierzenie się z najwyższym poziomem trudności szybko rozwieje nadzieje o przyjemnej drodze ku świetności. Momenty frustracji związane z chybionymi uderzeniami czy też problemami ze złapaniem pozornie łatwej piłki mogą zjawisko immersji skutecznie popsuć.

Baza domowa – czas na podsumowania

Pomimo niedociągnięć w kilku obszarach, obcowanie z MLB17 The Show jest naprawdę pozytywne. Najnowsze dzieło studia Sony San Diego w zupełności spełniło moje oczekiwania. Jestem przekonany, że jeśli postanowisz spróbować swoich sił z opisywanym tytułem, czas z nim spędzony również będzie należał do udanych. Dotyczy to zarówno stawiających pierwsze kroki w elektronicznym świecie baseballa, jak również poważnych graczy, niejedną odsłonę serii mających na koncie.

MLB17 The Show to propozycja zapewniająca masę zabawy, podana w przyjemnym dla oka i ucha wydaniu, która przy okazji zapoznaje z dyscypliną, mogącą być odskocznią od standardowych, wszystkim znanych gier zespołowych.


Studio Sony San Diego wykonało świetną robotę, oddając w ręce graczy najnowszą odsłonę ich kultowej serii MLB The Show. Tegoroczna edycja zaskakuje realizmem, różnorodnością dostępnych trybów i oprawą audiowizualną.

Po rozegraniu większej ilości meczów przeszkadzać jednak zaczyna powtarzalność reakcji zawodników oraz przewidywalność decyzji podejmowanych w indywidualnym trybie Road To The Show.