Wedle zasług

Już za kilka dni na księgarniane półki trafi powieść Wedle zasług, będąca debiutem Sławomira Nieściura w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.-a. Jestem już po lekturze i muszę przyznać, że jest lepiej, niż dobrze. Przy okazji spisywania impresji skontaktowałem się z autorem, który opowiedział mi o swojej książce.


Zona to niebezpieczne, a zarazem niezwykle intrygujące miejsce, niczym magnes przyciągające przeróżnych charakterów ludzi. Trafiają tam rządni łatwego zysku dresiarze, szybko stający się mutancią pożywką; znajdzie się również miejsce dla doświadczonych gierojów, których los zmusił do ucieczki przed światem; nietrudno też natknąć się na poszukujących wiedzy erudytów, najczęściej w obstawie szemranych typów każących sobie słono płacić za ochronę; są też myśliwi, którzy za odpowiednią sumę pieniędzy dostarczą odpowiednie trofea, aby wynaturzona populacja była odpowiednio selekcjonowana.

Rybin i Jusupow są właśnie takimi hunterami, którzy mieli zostać w Strefie już na zawsze. Ponieważ to jednak twarde jednostki, łatwo do piachu posłać się nie dają, co jest bardzo nie po drodze zbrojnej grupie dowodzonej przez Mietkina – ekcentrycznego typa, który miał osobiście dopilnować powodzenia makabrycznego eksperymentu, którego obiektami mieli być m.in. wspomniani myśliwi. Późniejsze wydarzenia są niczym rozpędzony i pozbawiony hamulców UAZ.

Ustatkowany Gracz: Czy pomysł na książkę w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.-a pojawił się na długo przed tym, jak rozpocząłeś pisanie Wedle zasług?

Sławomir Nieściur: Pomysł na napisanie nawet nie książki, ale jakiekolwiek tekstu w tym uniwersum dojrzewał we mnie dosyć długo, w miarę jak zaczynałem sobie zdawać sprawę najpierw, że ludzie popełniają na tym odcinku opowiadania, a potem już nawet powieści. Wówczas zrozumiałem, że do opowiedzenia jest cały, choć miniaturowy, ale niesamowicie elastyczny świat. Napisałem więc dwa opowiadania na konkurs. Wysłałem. I chyba wtedy dotarło do mnie, że nie chcę tego tak zakończyć, jako że sam byłem ciekaw dalszego ciągu! I to był chyba właśnie ten moment.

Szpej, wóda i kałach

Wedle zasług nieściurAutor urzekł mnie niezwykle sugestywnymi opisami, które niczym zbliżająca się Emisja potrafią wywołać dreszcze. Samo uniwersum daje ogromne pole do popisu. Nieściur doskonale je zagospodarował, dostarczając pełnowartościowy produkt, dedykowany oczom dojrzałego odbiorcy. Fabuła, choć mało skomplikowana i w pewnych momentach dość przewidywalna jest doskonałym motorem napędowym kolejnych wydarzeń, dzięki czemu trudno się oderwać od lektury. Bardziej wprawni mole książkowi zapewne przeczytają Wedle zasług w jeden wieczór.

W książce znalazło się miejsce nie tylko dla intrygujących bohaterów, ale także solidnie zakrojonych postaci drugoplanowych, co sprawia, że całość nabiera odpowiedniej głębi. Z dwójką myśliwych i ich intrygującym przyjacielem Waruchinem zwyczajnie nie da się nie polubić i przeżywać ich perypetii z zapartym tchem. Dialogi są proste i dosadne, ale właśnie tak wyobrażam sobie rozmowy strudzonych ciągłą walką z anomaliami i krwiożerczymi mutantami wojaków. Nie ma miejsca na zbędne uprzejmości; tutaj każdy stara się myśleć w pierwszej kolejności o własnych interesach…

Ustatkowany Gracz: Co było największym wyzwaniem w trakcie pisania?

Sławomir Nieściur: Niewykasowanie tego, co napisałem dzień wcześniej. Mówię całkiem serio. Ponieważ niespecjalnie rozczulam się nad napisanym tekstem, a opowieść nieustannie ewoluowała, bohaterowie chwilami zaczynali wymykać mi się spod kontroli, szli gdzie chcieli, zupełnie nie tam, gdzie ich wysyłałem, robili kompletnie co innego, niż im zaplanowałem. Ba, zdarzyło się nawet, że rozsierdzony tą sytuacją, posłałem w niebyt ponad 150 tys. znaków, czyli 1/3 książki!

Wedle zasług, gnoju

Wedle zasług to solidna dawka stalkerskiego klimatu. Na pierwszym planie jest oczywiście Zona i jej wszystkie „atrakcje”. Są zatem anomalie, Emisje, mutanty, Kordon i marzenia o Dużej Ziemi oraz wszystko to, za co da się kochać S.T.A.L.K.E.R.a. Do tego dochodzi wartka akcja, gdzie w akompaniamencie huku ciężkiego ostrzału padają mutancie ścierwa i ludzkie trupy. Nie zabrakło jednak odrobiny dramatu przeszytego horrorem oraz elementów gore, uzupełnionych jednak z wyczuciem dawką inteligentnego humoru. Wszystko naraz sprawiło, że przez kolejne rozdziały, których akcja rozciąga się na przestrzeni dziesięciu lat, przedarłem się niczym rozjuszony prypeć-kaban. Choć jest to stalkerski debiut Nieściura, autor odrobił lekcję, dzięki czemu całość jest spójna, a znawcy Zony nie będą mieli się do czego przyczepić.

Ustatkowany Gracz: Grałeś w produkcję GSC Game World, aby móc lepiej poznać Zonę, czy opierałeś się na dostępnej do tej pory literaturze?

Sławomir Nieściur: Grałem od samego początku, czyli od premiery Shadow of Chernobyl w bodajże 2007 r. Gdy pojawiała się kolejna część, tudzież mod, czy choćby nawet drobny patch, siadałem i znikałem dla świata na długie godziny. Robię to zresztą po dziś dzień. W literaturze natomiast szukałem tego, czego nie udało mi się znaleźć w grze. Oczywiście nie dało się obejść czynionego ad hoc researchu, bo całej masy szczegółów związanych z anomaliami, artefaktami czy daną lokacją zwyczajnie nie pamiętałem. A skądinąd wiem, że fani uniwersum… to są jednak niesamowicie czujne bestie (śmiech).

Egzemplarz, który trafił w moje ręce był wersją recenzencką przed ostateczną korekta i łamaniem, a sama jakość wydania pozostawiała wiele do życzenia. Książka dosłownie rozleciała mi się w dłoniach, jednak wspominając poprzednie publikacje Fabryki Słów jestem przekonany, że finalny efekt będzie więcej niż zadowalający.

No to w Zonę!

Nie jest ważne, czy uniwersum S.T.A.L.K.E.R.-a jest bliskie Twojemu sercu, czy dopiero chciałbyś sprawdzić, jak będzie Ci w Strefie – sięgnij po Wedle zasług. Sławomir Nieściur napisał bardzo dobrą powieść! Mam cichą nadzieję na rychłą zapowiedź kontynuacji, ponieważ mimo wszystko wiele wątków pozostało bez wyjaśnienia a niespecjalnie przepadam za niedopowiedzeniami.