Final Fantasy XV oczami ojca i córki

Final Fantasy XV

„Tato, czy będziesz grał w Final Fantasy XV?”

Między innymi tym oraz zestawem podobnych pytań moja prawie już 8-letnia córka reaguje niemalże za każdym razem, kiedy uruchamiam PlayStation 4. Nie dziwię się jej entuzjazmowi. Po ponad 50 godzinach spędzonych z Final Fantasy XV, ukończeniu wątku głównego oraz kilkudziesięciu pobocznych, mogę z ręką na sercu powiedzieć, że nie był to czas stracony.

Z pewnością nie muszę Ci przypominać początków tej gigantycznej sagi, której fenomen trwa nieprzerwanie od kilkudziesięciu już lat. Można z pełnym przekonaniem stwierdzić, że stała się ona jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie.  Na rzeczoną odsłonę serii przyszło nam wprawdzie chwilę poczekać (recenzowana część została zapowiedziana w 2006 roku!), ale osiągnięty przez studio Square Enix efekt wynagradza to z nawiązką.

Przyznaję, że nie miałem dotychczas okazji zapoznać się z korzeniami serii Final Fantasy. Kiedy więc na jednym z zapowiadających zeszłoroczną produkcję trailerów pojawił się slogan „…for fans and first timers” stwierdziłem, że jest to dobry moment, aby przybliżyć sobie tenże fenomen. Bardzo chętnie wskoczyłem więc w przedziwny świat, wnosząc ze sobą wielkie pokłady entuzjazmu oraz zauroczoną od pierwszego ekranu córkę. Obydwoje szybko i zaskakująco skutecznie daliśmy się wciągnąć w nurt fabularny, polubiliśmy głównych bohaterów i zostaliśmy zauroczeni wykreowanym przez twórców światem. I o ile Final Fantasy XV nie jest produkcją bez wad, tak bez dwóch zdań gwarantuje świetną zabawę, gdyż jest naprawdę dobrze przemyślanym produktem zapewniającym rozrywkę.

„Tato, dlaczego oni ciągle chodzą razem”?

Nie trzeba być zagorzałym entuzjastą serii aby zdawać sobie sprawę z tego, że u podstaw każdej z dotychczasowych odsłon (oprócz nietypowych skryptów scenograficznych) leży wędrówka głównego bohatera i eksploracja napotykanych lokacji. Nie inaczej jest w najnowszej części. Tym razem jednak przez niemalże 99% fabuły towarzyszyć Ci będzie trójka tych samych, bezgranicznie oddanych i zaufanych towarzyszy.

Jestem zdania, że zabieg ten sprawdził się idealnie. Noctis, Gladiolus, Prompto i Ignis to czwórka kompanów, których łączą nie tylko więzy polityczne (pierwszy jest księciem, a pozostali jego podwładnymi).  Kluczowym jest fakt, że są oni również przyjaciółmi gotowymi skoczyć za sobą w ogień. Jako gracz wcielisz się w postać Noctisa, którego celem jest odzyskanie zdradziecko utraconego prawa do tronu. Jak się domyślasz, zadanie to nie będzie należało do najłatwiejszych, a próba jego samodzielnego ukończenia skończy się fiaskiem przy pierwszej większej przeszkodzie. Dlatego też wsparcie wiernych przyjaciół okaże się niezbędne.

Final Fantasy XV

Każda postać da Ci możliwość korzystania z charakterystycznych dla niej umiejętności, które oczywiście będziesz mógł rozwijać, ale jednocześnie uraczy też zróżnicowanym zestawem cech. Jest to o tyle ciekawe, że w efekcie otrzymasz zgraną bandę, która wspólnie przechodzi zarówno przez sytuacje trudne, jak i celebruje sukcesy. Fajna sprawa, zwłaszcza kiedy obok Ciebie na kanapie siedzi młoda latorośl uważnie obserwująca bieg wydarzeń. Zdziwisz się, jak umiejętnie wychwytywać będzie tak ważne aspekty, jak chociażby wzajemna pomoc.

Przy okazji, gorąco zachęcam Cię do obejrzenia pięciu krótkich odcinków serialu anime „Final Fantasy: Brotherhood”. Dowiesz się z nich, jak budowała się przyjaźń pomiędzy głównymi bohaterami, co może nie wpływa specjalnie na odbiór gry samej w sobie, ale z pewnością  nadaje jej przyjemne tło.

„Tato, czy teraz ja mogę pograć w Final Fantasy XV”?

Final Fantasy XV nie może równać się chociażby z Wiedźminem 3, jeżeli chodzi o spektrum otwartego świata, ale nie można odmówić przygotowanym przez Square Enix lokacjom rozmachu. Różnorodność napotykanych przedstawicieli flory i fauny potrafi zaciekawić, a przy tym jest naprawdę miła dla oka. Wszystko to sprzyja pieszym wędrówkom, podróży na grzbiecie Chocobosów lub, co jest nowością dla serii, za kierownicą królewskiej limuzyny. Kiedy więc na horyzoncie pojawi się gigantycznych rozmiarów żmija lub dinozauropodobne kreatury wielkości Wieży Eiffla, lepiej aby w pobliżu nie było akurat Twojej latorośli. U mnie zawsze kończy się to przejęciem pada!

Ciekawym rozwiązaniem jest też zaimplementowanie charakterystycznej dla każdej postaci jednej niestandardowej zdolności, dalekiej bynajmniej od tych wykorzystywanych w walce. Seria Final Fantasy słynie z serwowania graczom dodatkowych, czasami zupełnie niezwiązanych z fabułą atrakcji. Tym razem twórcy również wywiązali się z tego zadania. Noctis na przykład zyskał zmysł wędkarza, co spotkało się z wielką radością mojej córki, amatorki tego hobby. Prompto z poziomu na poziom rozwija swój wachlarz kompetencji nadwornego kucharza, Ignis staje się coraz lepszym fotografem, a Gladiolus szlifuje kunszt niezłomnego survivalowca. Wymienione powyżej scenariusze poboczne nie są oczywiście bezcelowe i oprócz serwowania dodatkowej frajdy, pomagają przyspieszyć zdobywanie kolejnych poziomów doświadczenia na drabinie rozwoju postaci.

Final Fantasy XV

Małą rysą na lśniącym wizerunku gry jest jednak to w jaki sposób rozwiązany został pomysł na przemieszczanie się po mapie za pomocą limuzyny. Wygląda ona co najmniej jakby miała zdzierać asfalt nawet gdyby na pedał gazu upadło piórko, ale rzeczywistość jest zaskakująco nużąca. Samochód zachowuje się tak, jakby miał założoną blokadę prędkościomierza co wpływa na długi czas dotarcia z punktu A do punktu B oraz na rosnącą frustrację. Całe szczęście można w zastępstwie korzystać z możliwości szybkich podróży, ale jak to mówią, niesmak mimo wszystko pozostaje.

„Tato, czy Ty nie boisz się tych żołnierzy”?

Najmocniejszym aspektem najnowszej odsłony Final Fantasy jest bez dwóch zdań zaimplementowany system walki. Zanim rozpocząłem swoją przygodę jako następca tronu, właśnie tego elementu obawiałem się najbardziej. Czy będę w stanie opanować rozbudowany i skomplikowany system kombinacji przycisków? Okazało się, że już po zakończeniu pomocnego samouczka byłem w stanie wykonywać zarówno pojedyncze uderzenia, jak i combosy pozwalające pokonywać napotkanych oponentów. Square Enix nie poprzestało jednak na uproszczeniu interfejsu w obszarze walki, bowiem dodany został również rewelacyjny system kooperacji z towarzyszami podróży. Jeżeli dodasz do tego niezwykle dynamiczne sekwencje ciosów, świetne efekty wizualne i dosyć dobrze zbalansowany poziom trudności rozgrywki, to otrzymasz proporcje, które na długo przykują Cię do ekranu telewizora.

Znasz powiedzenie „ćwiczenie czyni mistrza”? Jest ono w Final Fantasy XV niezwykle istotne. Jeżeli weźmiesz do serca skrupulatne doskonalenie poszczególnych technik bitewnych, dojdziesz szybko do poziomu, w którym praktycznie żaden przeciwnik nie będzie Ci straszny. A siedzące obok, trzymające mocno kciuki dziecko, będzie pełne emocji szeptało: „Tato, na pewno dasz radę!”

„Tato, dlaczego musimy tak długo czekać”?

Na koniec zostawiam jednak element, który obok feralnego rozwiązania dotyczącego podróży również negatywnie wpływa na doświadczenia z rozgrywki. Mam na myśli wczytywanie się ekranów rozdzielających kolejne interakcje w grze, które trwa tak długo, że zastanawiasz się, czy konsola aby nie przeszła w stan uśpienia. W dłuższej perspektywie czasu staje się niezmiernie denerwujące i najzwyczajniej w świecie męczące. Gdyby ten niezwykle istotny dla graczy aspekt działał poprawnie, Final Fantasy XV byłaby naprawdę dopracowaną pozycją.

Tu i ówdzie można przyczepić się do jeszcze kilku drobnych niuansów (jak chociażby brak sensu niektórych zadań pobocznych), ale jako całość najnowszy produkt Square Enix prezentuje się bardzo dobrze. Z pewnością za jakiś czas ponownie wrócę do przygód księcia Noctisa, zaś moja córka zapowiedziała, że jak tylko dorośnie to sama ukończy grę. Myślę, że jest to całkiem dobra rekomendacja dla ustatkowanych graczy.


Final Fantasy XV spełnia oczekiwania zarówno doświadczonych graczy jak i tych, którzy dopiero mają zamiar poznać ten charakterystyczny klimat. Rozbudowane lokacje, wyraziści bohaterowie, zręcznie poprowadzona fabuła i rewelacyjny system walki sprawiają, że czas przed konsolą upływa niemalże niezauważenie. Możliwość zaangażowania młodszych członków rodziny serwowana jest natomiast w bonusie.

Do pełni szczęścia brakuje tylko, aby pracownicy studia Square Enix popracowali nad lepszą optymalizacją swojego produktu oraz poprawili kilka – wskazanych w recenzji – denerwujących elementów.

2 komentarze

  1. Wpisanie do recenzji córki bardzo na plus…zawsze to argument dla mamusi, że przecież spędzam czas z dzieckiem:)

    Odpowiedz
    • Widać na pierwszy rzut oka, że absolutnie nigdy nie korzystałeś z tej furtki 😉

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*