The Division 2

Jakie mam pierwsze wrażenia po odpaleniu najnowszej strzelaniny Ubisoftu? Co rzuciło mi się w oczy po kilku godzinach spędzonych w Waszyngtonie?

Długo czekałem na Tom Clancy’s The Division 2, wyciskając ostatnie soki z poprzedniej odsłony. Nadszedł ten dzień i po pobraniu niemal 100 GB danych można zacząć przygodę w stolicy Stanów Zjednoczonych na PlayStation 4. Jakie wieści płyną ze zrujnowanego Waszyngtonu?

To kolejna gra z gatunku tych ogromnych. Przytłacza swoim rozmiarem, mapą, ilością czynności, umiejętnościami czy upgrade’ami. Mimo to po kilku godzinach czuję się jakbym grał w obszerny dodatek do The Division. Spektakularnych zmian brak, jednak wszystko przede mną, no i klimat potrafi sprawić, że ciężko zamienić ten świat na rzeczywistość.

Przy każdym włączeniu są wielkie chęci na kolejne misje, penetrację miasta, kolekcjonerskie zapędy czy brnięcie dalej w fabule. Niestety gra wymaga stałego podłączenia do internetu, nawet grając kampanię w samotności. Trzeba też mieć na uwadze konserwacje serwerów, czyli półtora godzinne przerwy w grze – od godzin 3, 6 i 11. Już poznałem gorzki smak braku połączenia, zawodu i szybkiego zakończenia zabawy. Grafika nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, jednak poszczególne detale miasta czy szczegółowość lokacji już potrafią zauroczyć.

Niestety na PlayStation 4 Pro nawala doczytywanie tekstur i wiele razy widziałem flagi, naczepy tirów czy inne napisy rozmazane i nie dające się odczytać. Wszystko blisko mnie i bez happy endu w postaci ostatecznego doczytania się. Grając z osobą nieznaną zdarzył mi się przykry błąd – partner mógł strzelać i walczyć, kiedy ja byłem nieśmiertelny a wrogowie po otrzymaniu pięciu magazynków w głowę stali dalej i walczyli z moim kompanem. Wymagany był reset gry.

Klimat miasta powala, baza robi wrażenie, zbieranie przedmiotów cieszy, podobnie jak ilość dostępnych aktywności. Ogólnie frajda wielka i fani serii z pewnością nie będą narzekać. Gra jest trudna i łatwo zginąć nie tylko w misji, ale też biegnąc do zaznaczonej misji uliczkami stolicy. Poza tym prosiak działa bardzo głośno i grzeje się tak bardzo, że można smażyć jajka. Namacalnie czuć pracę tych 96 GB danych.

Ogólnie pierwsze wrażenia pozytywne i są wielkie chęci na dalszą zabawę, tyle że bez efektu wow. Resztę wrażeń znajdziesz już niebawem w naszej recenzji.

Kopię gry Tom Clancy’s The Division 2 do recenzji otrzymaliśmy od firmy Ubisoft.

Autor Marcin Wronka

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Ustatkowany gracz.