Blood Bowl II

W mroczne zakamarki Starego Świata zapuszczałem się setki razy. Byłem dzielnym krasnoludem, walecznym wojownikiem i sprytnym niziołkiem (elfy to ćwoki, wiesz co z nimi robić!). Walczyłem z siłami Chaosu i zdobywałem pradawne artefakty. Choć zdarzały się produkcje godne uwagi, dotychczas nie było mi dane poznać powalającej gry wideo z uniwersum Warhammera. Blood Bowl II wprawdzie nie zmienia tego stanu rzeczy, jednak bez wątpienia zaspokaja głód na porządną burdę.

Wspomniany wyżej tytuł jest „młotkowym” odpowiednikiem futbolu amerykańskiego. Oczywiście zasady obowiązujące w produkcji Cyanide (developer) są bardzo luźną interpretacją tych znanych z Super Bowl. Taktyka jest wciąż bardzo ważna, jednak to siła i brutalność w dużej mierze determinują wygraną. Rozgrywka tylko z pozoru jest banalnie prosta, ponieważ jedna źle zaplanowana akcja może kosztować Cię przyłożenie. Kluczem do sukcesu jest tu bowiem umiejętne wykorzystywanie cech poszczególnych zawodników. Do dyspozycji masz rozgrywających, łapaczy, podających i przeogromnych skurwysynów, którzy najlepiej sprawdzają się w blokowaniu i obijaniu twarzoczaszek przeciwników. Spieszę jednak z ważną uwagą skierowaną do osób nastawionych na prostą i nieabsorbującą rozrywkę – omijajcie ten tytuł szerokim łukiem, jeśli oczekujecie gry, do której zasiądziecie na kilkanaście minut przy piwie. Chcąc czerpać z niej jakąkolwiek przyjemność, musisz porządnie poznać zasady rozgrywki i opracować skuteczne taktyki, dające Ci nadzieję na wygraną. Blood Bowl II jest bowiem produkcją wymagającą, do której można szybko się zrazić. Nic nie jest tu podane na tacy. Pierwszy mecz kampanii pełni rolę klasycznego tutoriala, drugi pozwala na lepsze zapoznanie się z drużyną, rodzajami zawodników i podstawami zasad, natomiast kolejne to już prawdziwy, w pytę krwawy futbol.

Twórcy trochę przesadzili z…

…brakiem wpływu graczy na wydarzenia mające miejsce na boisku. Bardzo wiele zależy od tego, co wypadnie na wirtualnych kostkach, obliczających czy zmieściłeś się w prawdopodobieństwie odniesienia sukcesu w zaplanowanej akcji. Pamiętam ogromne emocje towarzyszące mojej drużynie, gdy Mistrz Gry turlał dwie K10 i sprawdzał, czy wielki jak szafa trzydrzwiowa ork nie urwał któremukolwiek z nas łba maczugą. Sporo jednak zależało od sposobu narracji i tego, jak zaplanowaliśmy swoje działania. W Blood Bowl II właściwie wszystko zależy od ślepego jak kret losu. Jeśli masz pecha, może okazać się, że nie zdołasz przebiec nawet kilku jardów, ponieważ Twój zawodnik zaliczy soczystą glebę już po kilku pierwszych krokach. Nie mam problemu z tym, że w przypadku starcia o piłkę nie zawsze wygrywa ten, kto ma przewagę siłową (ponieważ akurat nie powiódł mu się „rzut” kostkami), jednak gdy widzę siedem punktów, w których liczone są moje szanse na dotarcie do wybranego miejsca… to mnie strzela… jasny…

Kampania daje sporo frajdy, jednak dopiero gdy w szranki staną dwie drużyny kierowane przez żywych graczy, czy to siedzących na jednej kanapie, czy na dwóch końcach łącza internetowego, zabawa nabiera rumieńców, których niejedna gwiazda porno mogłaby pozazdrościć. Oczywiście idealnym układem jest sytuacja, gdy na boisku spotykają się zespoły o podobnym poziomie doświadczenia, ponieważ wówczas rozgrywka nabiera właściwego sobie tempa. Dzięki możliwości tworzenia własnej drużyny od podstaw, możesz kierować dokładnie takim składem, jaki najbardziej Ci odpowiada. Do dyspozycji masz kilka ras, różniących się między sobą umiejętnościami wykorzystywanymi w trakcie rozgrywania meczów. Krasnoludy, jak nietrudno się domyślić, są znacznie silniejsze od elfów, ale za to bardziej niezdarne. Z kolei Skaveny, jako wątłe stworzenia powinny raczej unikać kontaktu fizycznego z przeciwnikami, co nadrabiają nieprawdopodobną wręcz szybkością. Ta różnorodność niewątpliwie będzie miała znaczenie w przypadku rozgrywek online i wydarzeń, w których czynnie możesz brać udział. Tych jest sporo, a każde zwycięstwo daje ogromną satysfakcję. Porażki z kolei należy traktować jako lekcje i wyciągać z nich wnioski na kolejne spotkania.

Każdy mecz podzielony jest na…

…tury, w których Ty i Twoi oponenci podejmujecie stosowne działania. Co ciekawe, nie da się przewinąć rundy przeciwnika. Musisz oglądać wszystkie jego zagrywki, co przez wielu postrzegane jest jako spory minus lub idealny czas na zamówienie pizzy. Jeśli jednak grasz z bardziej doświadczonym przeciwnikiem warto dokładnie analizować jego posunięcia, aby na początku własnej tury nie stać na z góry straconej pozycji. W przeciwnym wypadku może okazać się, że pominiesz bardzo ważne czynniki mające wpływ na losy przyszłego meczu.

Oprawa w Blood Bowl II dupy nie urywa. Jest poprawnie, ale do wodotrysków zabrakło niemało. Modele postaci są żywcem wyciągnięte z kart podręcznika do Warhammer Fantasy Role Play i ubrane w sportowe uniformy, co niewątpliwie potęguje ciężki klimat. Szkoda, że animacje są nieco „szarpane”. Gdy z rozpędu przypierdolisz swoim najpotężniejszym orkiem cherlawemu Bretończykowi chciałoby się zobaczyć coś więcej, niż tylko nakrywającego się nogami i puszczającego odrobinę juchy człowieka. Bardzo przydatna jest możliwość swobodnego sterowania wysokością kamery, dzięki czemu macie pogląd na całe boisko. Udźwiękowienie wypada jednak na tle grafiki bardzo dobrze. Zawodnicy posiadają przypisane im zestawy okrzyków, zaś bieżące sytuacje na stadionie relacjonują dwaj nie do końca pełnosprawni komentatorzy.

Wymagająca rozgrywka i duża losowość sprawiają, że Blood Bowl II nie jest grą przeznaczoną dla ogółu. Na pierwszy rzut oka produkcja Francuzów może się wydawać zupełnie innym produktem, niż jest w rzeczywistości. Osobiście omijam szerokim łukiem wszelkie gry sportowe, ale recenzowana produkcja naprawdę mi podpasowała. Jeśli nie nastawiasz się na banalną, niewiele wnoszącą do życia ustatkowanego gracza sieczkę, na pewno się nie zawiedziesz. A jeśli dodatkowo kiedykolwiek wcześniej miałeś styczność z Warhammerem, możesz kupić produkcję Cyanide w ciemno!


Klimat gry osadzony w uniwersum Warhammer, różnorodne rasy, wymagająca rozgrywka to zestaw cech, które powodują, że gra jest m.in. idealna na imprezy tematyczne.

Mierzi jednak nazbyt duża losowość.

Autor Adam Ginel

Adam to ustatkowany gracz z krwi i kości. Mąż, ojciec, a także wieloletni miłośnik elektronicznej rozrywki w formie wszelakiej. Gry wideo traktuje jako coś znacznie powyżej zwykłego hobby, wynosząc je ponad inne pasje – muzykę i książkę – dostrzegając jednocześnie, jak wiele mają one wspólnego z innymi sferami jego zainteresowań.