Sarah Young Code Red

O grze Code | Red: Agent Sarah’s Story pisaliśmy na Ustatkowanym Graczu niejednokrotnie. Czas zatem przyjrzeć się finalnej wersji wypuszczonej do internetu, która staje w szranki z wyobrażeniem o niej samej oraz zapowiedziami twórców. Czy faktycznie jest to na tyle dobra gra, że można z powodzeniem zarekomendować ją znajomym? Sprawdźmy!

Mechanika zabawy z pewnością wyróżnia Code | Red na tle konkurencji. Dlaczego? Ponieważ rozgrywka sprzężona jest z Facebookiem, co z kolei przekłada się na grę niejako z marszu, o ile oczywiście uznajesz tym podobne produkcje i dużo czasu spędzasz na jednym z najpopularniejszych portali społecznościowych świata. Sama gra możliwa jest jednak dopiero wówczas kiedy zaprosisz fikcyjny profil agentki FBI do swoich znajomych, co nie tylko stanowi pewne novum, ale wynosi również kreatywność twórców na niespotykany dotychczas w polskich produkcjach opartych o API Facebooka poziom. Tym podobne działania na rzecz fabuły niejednokrotnie zwiększają immersję osoby grającej z fikcyjnym światem, który w przypadku recenzowanej pozycji jest co najmniej dobry.

Scenariusz przedstawia perypetie agentki FBI, jakże odmienne od chociażby tych, przedstawionych w grze Virginia, w której psychodeliczne wizje głównej bohaterki w dużej mierze wpływały na odbiór jej samej. Tutaj wcielisz się w osobę kierującą komórką do spraw terroryzmu, zostaniesz uczestnikiem śledztwa mającego na celu schwytanie groźnego terrorysty. Decydującym czynnikiem pozostaje lawinowo uciekający czas oraz pytanie, czy uda zdobyć z niego informacje na temat lokalizacji bomby?

Code | Red – warto czy nie?

Sarah to agentka z krwi i kości, zimnokrwista osoba, której jednak paradoksalnie nie obce jest uczucie empatii i szeroko pojęte współczucie dla osób uciśnionych. Taka, która zmaga się z codziennością, gubi ciuchy, pije zbyt dużo wina i na bieżąco śledzi wiadomości. Wiesz, taka jak ja czy Ty, dzięki czemu – pomimo ewentualnej różnicy w genitaliach – wczuć się w jej historię nie jest przesadnie trudnym zadaniem. Z drugiej jednak strony, tytuł dedykowany jest osobom pełnoletnim. W Code | Red niejednokrotnie trafisz bowiem na przekleństwa, które choć uzasadnione, niekoniecznie powinny być elementem gry, w którą bez najmniejszego problemu zagrać może osoba niepełnoletnia. “Jak to” – zapytasz? Cóż, w trzy sekundy odpaliłem grę na Facebooku mojej ośmioletniej córki, która choć aby założyć profil bezceremonialnie skłamała co do wieku, to jednak w grę mogła zagrać jak każdy inny użytkownik serwisu. Przydałoby się choćby najdrobniejsze ostrzeżenie o nieodpowiedniej dla młodych odbiorców treści.

Cieszy również fakt, że recenzowana pozycja oddaje hołd staroszkolnym grom przygodowym. Jej podobnych jest na rynku coraz mniej, a na Facebooku najpewniej nie ma żadnych, choć w tym zakresie – przyznaję – jestem akurat ignorantem. Na szczęście Code | Red to tytuł odstający od przeglądarkowego ścierwa zalewającego rynek z prędkością światła. W recenzowanym tytule podejmowane przez Ciebie wybory mają również swoje konsekwencje. W zależności od rodzaju sytuacji decydujesz nie tylko o kierunku, w jakim toczy się zwykła rozmowa, ale także o życiu lub śmierci pozornie przypadkowych jednostek. W wypadku interakcji Sarah z innymi postaciami będziesz miał również możliwość pogłębienia relacji pomiędzy nimi. Fajnie? Tak! Co jednak nie znaczy, że pozycja to idealna…

Code | Red

Nie licząc bowiem dosadnego języka, uzasadnionego fabularnie, ale nieodpowiedniego dla młodszych jej odbiorców, gra wykazuje problemy już na samym początku zabawy z nią. Dedykowana jest bowiem jedynie pod takie przeglądarki jak Firefox oraz… Internet Exloper. W teorii można w grę zagrać również jeśli korzystasz z Google Chrome, ale w praktyce, nawet po instalacji wtyczki Silverlight problem z jej odpaleniem wcale nie znika. Co również jawi się jako niedopracowany element to niemożność zagrania w przygody Sarah za pośrednictwem Facebook Gameroom, czyli dedykowanej aplikacji pod gry tworzone na portal Zuckerberga. Czy aktualizacje zostaną wprowadzone wraz z wypuszczaniem kolejnych części opowieści? Mam nadzieję, że tak ponieważ mierzi to użytkownika już na wstępie, łudząco przypominając sytuację, w której próbujesz odpalić nową zakupioną grę, a ekran powitalny wita Cię informacją o koniecznym pobraniu łatki, ważącej bagatela 15 GB…

Gry jednak – pomimo wymienienia wad i zalet – oceniać nie będziemy. Nie mamy w zwyczaju opiniować tytułu, którego model wydawniczy opracowany został na bazie gier Teltalle. Polecamy jednak jej sprawdzenie i wydanie werdyktu w oparciu o osobiste doświadczenie. Tym bardziej, że w pełni darmowa to produkcja.

Autor Mateusz Czerwiński

Mateusz jest człowiekiem niebojącym się nowych wyzwań, bez względu na formę, jaką te przyjmują. Propaguje gry wideo gdzie tylko i w jaki sposób może (zarówno na łamach prasy drukowanej, w internecie oraz w telewizji), bowiem uznaje je za krewną sztuki audiowizualnej. Jest jednocześnie ustatkowanym graczem i ojcem kolekcjonującym doświadczenie z różnych dziedzin życia. Kocha gry narracyjne, pamięta czasy NES-a.