Fenomen nieśmiertelnych serii

Fenomen serii

Kolejny rok mija a ja wciąż gram w dawno sprawdzone marki i czekam na nowe części starych serii. Nic a nic nie chcą mi się przejeść. Czy Ty też masz swoje ulubione serie gier i jak urzeczony czekasz na ich kontynuacje?

Choć marzy mi się projekt pełen nowych rozwiązań, który zrobiłby na mnie istotnie piorunujące wrażenie, wciąż świetnie bawię się przy starych, sprawdzonych już seriach gier. Wydawcy z oczywistych względów wolą inwestować pieniądze w sprawdzone marki, z większą szansą powodzenia na komercyjny sukces niż w przypadku całkiem nowych IP. Dlaczego stare, niejednokrotnie wyciśnięte z wszystkich soków serie potrafią sprawić odbiorcom niepomiernie większą frajdę? Czemu nowe odsłony sprawdzonych marek pojawiające się bez widocznych usprawnień, świeżych pomysłów czy oryginalnych zastosowań sprzedają się tak dobrze?

Fenomen serii Far Cry

W zestawieniu dotyczącym odcinaniu kuponów z pewnością prowadzi Ubisoft. Oddziały francuskiej firmy rozsiane są po całym świecie i w każdym roku można spodziewać się kolejnych części ich flagowych marek. Far Cry Primal doskonale potwierdza tezę o niecierpliwym wyczekiwaniu na nową odsłonę, wyjątkowy klimat towarzyszący rozgrywce i wciągający jak bagno otwarty świat. Przeniesienie akcji do czasów pierwotnych było dobrym posunięciem programistów i dodało serii sznytu urozmaicenia. Choć osobiście miałem obawy przed zamianą pistoletów na włócznie, tak w ostatecznym rozrachunku bawiłem się wyśmienicie. W ogólnym rozrachunku, wręcz nie mogę doczekać się następnej odsłony; miejsce osadzenia akcji ma dla mnie drugorzędne znaczenie.

Fenomen serii Dead Rising

Choć marka od pewnego czasu zmienia tylko miejsce akcji bez widocznych gołym okiem usprawnień kodu, tak twórcy są wciąż zadowoleni z wyników sprzedaży. Szlachtowanie zombie jest synonimem popytu na towar, a przecież twórcy z Vancouver wciąż zaskakują pomysłami na wymyślne i radosne wyżynanie w pień fal nieumarłych. Oczywiście najwięcej frajdy miałem obcując z pierwszą odsłoną serii, ale za sprawą Dead Rising 3 również bawiłem się w najlepsze. Możesz oczywiście narzekać na niewielkich rozmiarów mapę ale w ogólnym rozrachunku warto docenić wyjątkowo krwawe starcia z nieprzeciętnie obfitą liczbą półżywych. Po zakończeniu przygody w Los Perdidos tęskniłem za Frankiem Westem, zastanawiając się już nad kolejną inwazją zombie. Okazało się, że twórcy wysłuchali fanów marki. W Dead Rising 4 nie tylko ukazano nowe losy znanego fotografa, ale wrócono również do koncepcji Willamette, tym razem prezentując akcję w okresie Świąt Bożego Narodzenia.

Fenomen serii Assassin’s Creed

Rok bez Assassin’s Creed? Niemożliwe w końcu musiało nadejść i minione dwanaście miesięcy wolne było od odwiecznej walki Templariuszy z Asasynami. Ubisoft zrobił przerwę w wieloletnim wydawaniu kolejnych części przygód skrytobójców, jednocześnie zapewniając o nowych rozwiązaniach i dopracowaniu kolejnych produkcji. Ostatnie części choć ciekawe, zostały wydane co najmniej o trzy miesiące za wcześnie, czego wynikiem były koszmarne błędy techniczne i brak jakichkolwiek świeżych usprawnień. Co czeka fanów tej znanej serii w tym roku? Oprócz premiery długo oczekiwanego filmu o skrytobójcach (zbierającego raczej negatywne recenzje), na jesień możesz przygotować się na kolejną odsłonę gry, z akcją osadzoną w starożytnym Egipcie (takie przynajmniej są spekulacje). Jeśli francuski developer wyciągnie stosowne wnioski, dobrze spożytkuje podwójny okres produkcji a obietnic nie włoży pomiędzy książki, możesz oczekiwać rewelacyjnej przygody.

Fenomen serii Call of Duty

Prawdziwy król wśród corocznych premier. Choć w tym roku bardziej interesowałem się Battlefieldem 1, ostatecznie wiele godzin spędziłem z Infinite Warfare. Do nowej odsłony podchodziłem mocno zmęczony futurystycznymi klimatami wojny ale ostatecznie okazało się, że ekipa Infinity Ward przyłożyła się do pracy. Kciuk wyciągnięty w górę należy się kampanii dla pojedynczego gracza (wreszcie), z urozmaiconymi misjami na czele i wciągającej eksterminacji fal przeciwników, nawet pomimo faktu, że multiplayer w tej części potraktowano nieco pobieżnie. Okazuje się, że gracze są niesamowicie wierni tej znanej serii, wciąż utrzymującej się tygodniami na czele list sprzedaży, co bez skrupułów pcha developerów do corocznego wydawania kolejnych gier z serii.

Fenomen serii Uncharted

W przypadku perypetii Nathana Drake’a nigdy nie było mowy o corocznym wydawaniu kolejnych części, jednak marka, choć zbliżająca się do końca swojej żywotności, wciąż jest na topie i zyskuje sobie wielu nowych fanów. Uncharted 4: Kres Złodzieja reklamowany był jako ostatnia ekspedycja dowcipnego bohatera. Okazuje się jednak, że sprzedaż sięgająca niemal 9 milionów egzemplarzy, ma szansę zmienić zdanie szefów w Naughty Dog. Znakomity popyt miał wpływ na wydanie darmowego DLC „Survival” oraz rozpoczęcie prac przy samodzielnym płatnym dodatku „The Lost Legacy”, czyli o wiele większym rozszerzeniu fabularnym niż początkowo zakładano. Widać jak na dłoni, że ekipie z Kalifornii ciężko rozstać się z cenioną marką, nawet pracując jednocześnie przy takich perłach jak zapowiedziane niedawno The Last of Us: Part II.

Bohater, klimat gry i inne fetysze

Powyżej wybrane serie gier to przykład prawdziwych strzałów w dziesiątkę. Każda z nich ma już wyrobioną markę, specyficzny klimat, sprawdzone rozwiązania oraz inne mocne atuty. I choć tylko w jednym przypadku (Uncharted) twórcy chcieli w glorii zejść ze sceny, tak reszta projektów jeszcze długo może się ukazywać, inkasując grube miliony dolarów tudzież… zostać zapomnianymi. W większości przypadków wielką w tym zasługę ma otwarty żyjący świat i długi czas rozgrywki. Swoje robi również przeżycie wirtualnej przygody najwyższych lotów, doskonale znane oczekiwania czy też kunszt danego studia, z góry gwarantującego jakość wydawanego produktu.

Gdyby tylko wydawcy pozwolili sobie na dłuższą przerwę w wydawaniu IP, implementując w nią całkiem nowe rozwiązania i świeże pomysły, wówczas zyskałby na tym prestiż serii, wzrosłyby oczekiwania, a pozycja jeszcze bardziej umocniłaby się na rynku. Pogoń za pieniądzem i kolejne premiery na szybko kleconych części to żywe zarzynanie marki, czego przykładem może być Dead Space czy Saints Row. Oczekując nowych projektów jednocześnie czuję wielki sentyment do ulubionych serii gier, próbując nie przyglądać się ich długotrwałemu procesowi rozkładu. Niestety czasami na własne życzenie, przez głupotę i pazerność znani bohaterowie i ich światy odchodzą na wirtualny spoczynek. Ponowne wskrzeszenie i powrót w chwale zapomnianego uniwersum wymaga wówczas niemal cudu…

Choć Marcin od dziecka wychowany był na prymitywnych wirtualnych światach, zauroczony jest nimi do dziś. Gry wideo nosi w sercu i od wielu lat przelewa myśli z nimi związane na papier. Recenzjami stara się zaintrygować odbiorcę, w publicystyce zarażać zaś swoją pasją. Poszukiwacz pozytywnych stron życia, ceniący doświadczenie i nieprzychylnie nastawiony do szeroko pojętej głupoty. Tata i Ustatkowany gracz.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Możesz używać tych tagów HTML i artrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

*