Battlefront

Wydawać by się mogło, że każdy produkt sygnowany logotypem Star Wars jest gwarancją sukcesu i doskonałej sprzedaży. Okazuje się jednak, że nie zawsze tak jest, czego dowodem jest dziesięcioletnia przerwa między ostatnią a najnowszą odsłoną Battlefront. Czy warto było czekać?

DICE ma spore doświadczenie w tworzeniu sieciowych shooterów. Ich flagowa seria cieszy się, zresztą zasłużenie, ogromną popularnością. Tym razem jednak nie stworzyli kolejnej części Battlefield, choć tytuł ich najnowszej produkcji brzmi podobnie. Szwedzki developer stanął przed sporym wyzwaniem, ponieważ miłośnicy Gwiezdnych Wojen od pierwszych zapowiedzi gry liczyli na powrót serii w glorii i chwale. Czy stanął na wysokości zadania? Aby móc odpowiedzieć na to pytanie, do pisania recenzji zaprosiłem specjalnych gości, którzy doskonale orientują się w temacie.

Od tego zacznijmy, że pamiętać musisz, iż Star Wars: Battlefront grą nastawioną na rozgrywki sieciowe jest. Owszem, tryb dla pojedynczego gracza znajdziesz tu, lecz jako krótki do właściwej zabawy wstęp traktować należy go. W nim dostajesz misje szkoleniowe, w których podstaw rozgrywki się nauczysz oraz dwa rodzaje starć: potyczki i przetrwanie. W tych pierwszych klasyczne pojedynki drużynowe toczysz, a wygrywa ekipa jako pierwsza wymaganą liczbę punktów zdobywająca. Przetrwanie to nic innego jak znany doskonale z wielu innych produkcji fali tryb, gdzie naprzeciw nacierającym w coraz większych ilościach wrogom stajesz. Zaprosić do gry znajomego na kanapie obok siedzącego możesz lub kogoś do kooperacji online poszukać. Poziomów jest niewiele przygotowanych, więc chcąc z Battlefront więcej czasu spędzić, na batalie multiplayerowe nastaw się.

Hszszsz, dopiero w starciach online Battlefront pokazuje swoją moc. Oczywiście ciemną moc! Gracze z całego uniwersum mogą toczyć epickie batalie w dziewięciu różnych trybach. W supremacji, hszszsz, chodzi o całkowite zdominowanie wroga poprzez przejmowanie punktów kontrolnych na mapie. Z kolei w Ataku AT-AT należy obronić bazę przed natarciem potężnej maszyny kroczącej lub ją zniszczyć, jeśli wsiądzie się za jej stery. Eskadra pozwala wskoczyć do kokpitów najbardziej rozpoznawalnych statków powietrznych wszechmogącego, hszszsz, Imperium lub nic nie znaczącej Rebelii. Potyczka jest klasycznym odpowiednikiem deathmatchu, w którym ścierają się dwie ekipy, a wygrywa ten, który pokona największą liczbę przeciwników. W Ładunku chodzi o podkradanie drogocennych ładunków z wrogiej bazy i dostarczanie ich do swojej. Strefa zrzutu, hszszsz, zapewnia emocje związane z przejmowaniem zrzucanych losowo na mapę kapsuł. Z kolei Pogoń za droidami wymaga odnajdywania przechadzających się po lokacji maszyn, przejmowania ich, a następnie dopilnowaniu, aby tego samego nie dokonał ktoś z drużyny przeciwnej. Łowy na Bohatera są dosyć ciekawym trybem, w którym, hszszsz, należy najpierw pokonać gracza, który wciela się w rolę tytułowego herosa, aby następnie samemu nim zostać i przetrwać jak najdłużej, wybijając przy okazji możliwie największą liczbę graczy, próbujących dopaść bohatera i wskoczyć w jego skórę. Wygrywa ten, kto zabije największą ilość przeciwników. Ostatnim trybem są Bohaterowie i, hszszsz, Złoczyńcy. Masz tu szansę wcielenia się w najbardziej rozpoznawalne postacie Gwiezdnych Wojen. Możesz być na przykład mną!

A to wszystko dla nawet 40 graczy jednocześnie. Trzeba przyznać, że Potyczki z udziałem dwudziestoosobowych drużyn wywołują uśmiech na twarzy. Dostępnych jest dwanaście lokacji, doskonale znanych miłośnikom uniwersum Star Wars, jak chociażby Księżyc Endora czy też Pustkowia Jundlandii. Aby odpowiednio urozmaicić zabawę, wraz z postępami w grze zdobywasz kolejne rangi, dające dostęp do nowych blasterów (w sumie 11 sztuk, co zresztą w zupełności wystarcza), postaci oraz – co najważniejsze – Gwiezdnych Kart. Te ostatnie umożliwiają wyposażenie bohatera w specjalne ataki (np. wystrzelenie samonaprowadzającego się pocisku), unikatowe zdolności (np. szybsze chłodzenie broni lub zwiększenie zadawanych nią obrażeń) oraz ekwipunek (m.in. plecak skokowy). Wszystko powyższe możesz kupić za kredyty zdobywane podczas pojedynków. W trakcie samych zmagań trafiają się rozmaite power-upy. Możesz wezwać wsparcie powietrzne, rozstawić działko przeciwpiechotne tudzież uruchomić specjalną kopułę energetyczną, pod którą jesteś całkowicie bezpieczny. Wyżej wymienione opcje dają spore możliwości taktyczne, dzięki czemu każda rozgrywka wygląda zgoła odmiennie.

Tak, w Battlefront wszystko to co najlepsze w Gwiezdnych Wojnach jest. Na wysokości zadania stanęli twórcy, szczególny nacisk kładąc na klimat recenzowanej produkcji. Grafika swoim pięknem urzeka, a muzyka wspomniany klimat potęgująca, doskonale się w wydarzenia na ekranie wpasowuje. W trakcie największych batalii, feerię barw towarzyszącą wystrzałom i wybuchom zobaczysz, a to wszystko, przy nagłośnieniu porządnym, Twoje bębenki w uszach rozsadzi. Ryk nad głową X-Winga przelatującego na karku włosy jeży. Atmosfera epickich batalii niesamowita jest, dzięki czemu wszyscy miłośnicy Star Wars usatysfakcjonowani być powinni. Ważnym jest, że wyświetlany obraz nie zacina się, trzymając równy poziom 60 klatek na sekundę. Ponadto ani razu nie zostałem z serwerów wyrzucony, co w przypadku produkcji na multiplayer nastawionej, szczególnie istotne jest. Meczu wyszukiwanie bardzo krótko trwa, dzięki czemu na kolejną rozgrywkę długo czekać nie musisz, co zresztą bardzo krótkie loadingi ułatwiają. Dobrze tłumaczenie wypada, żadnych błędów nie stwierdziłem.

Hszszsz, w Star Wars: Battlefront zabrakło mi kilku rzeczy. Po pierwsze, hszszsz, większych możliwości, jeśli chodzi o kustomizację postaci. Owszem, mogę zmienić uzbrojenie, Gwiezdne Karty i wygląd, ale na tym opcje się kończą. Po drugie, hszszsz, większej liczby map, a przynajmniej kilku wariantów jednej lokacji. We właściwie każdym trybie tereny wyglądają tak samo, co niekoniecznie musi się podobać. Po blisko dwudziestu godzinach spędzonych na froncie, zdążyłem poznać każdą lokację na tyle dobrze, że poruszam się po nich jak po Gwieździe Śmierci. Po trzecie wreszcie, hszszsz, istnieje możliwość stworzenia prywatnego, w pełni konfigurowalnego meczu, w którym „gospodarz” może ustalać zasady. Nie są to szczególnie irytujące braki, jednak gdyby zostały wyeliminowane, Imperator byłby usatysfakcjonowany.

Star Wars: Battlefront jest pozycją obowiązkową dla każdego miłośnika Gwiezdnych Wojen. Jeśli się do nich zaliczasz, bez zastanowienia sięgaj po najnowsze dzieło DICE. Znajdziesz tu wszystko, za co kochasz to niesamowite uniwersum. Oczywiście warunkiem koniecznym jest zamiłowanie do rozgrywek sieciowych, ponieważ (jak wspomniał wyżej Wielki Mistrz Yoda) właśnie na taki rodzaj zabawy nastawiona jest produkcja Szwedów. Jeśli spełniasz oba kryteria, Battlefront na długo zawładnie całym Twoim wirtualnym światem. Z kolei niedoskonałości wymienione przez Lorda Vadera nie są na tyle znaczące, aby w przesadnie dużej mierze wpływać na fun czerpany z gry. Szczególnie, że Przepustka Sezonowa zapewni dostawę nowych blasterów, map oraz Gwiezdnych Kart. Czuję w kościach, że czekają mnie dziesiątki, a może nawet setki stoczonych batalii.

Ek czek nogam undo krekor nadam duno!

Yyy, że niby jak, Ewoku?

Niech moc będzie z Tobą!


Genialny klimat, doskonała oprawa audiowizualna, niezwykle wciągający gameplay i ciekawe tryby świadczą o międzygalaktycznej sile tej pozycji!

Jedyne co zastanawia to mały wpływ na wygląd postaci oraz brak możliwości stworzenia prywatnego meczu.

Autor Adam Ginel

Adam to ustatkowany gracz z krwi i kości. Mąż, ojciec, a także wieloletni miłośnik elektronicznej rozrywki w formie wszelakiej. Gry wideo traktuje jako coś znacznie powyżej zwykłego hobby, wynosząc je ponad inne pasje – muzykę i książkę – dostrzegając jednocześnie, jak wiele mają one wspólnego z innymi sferami jego zainteresowań.