Z komiksem ci do twarzy komiksy egmont

Święta, święta i po świętach. Mikołaj rozdał podarki. Co znalazłem w świątecznej paczce od Świata Komiksu? Sprawdźmy!

Clifton

Lubisz angielski humor? Do rozpuku śmieszą Cię żarty osadzone w “Would I Lie to You?”, a występy takich komików jak Richard Ayoade lub Jack Whitehall zaliczasz do jednych z ulubionych? W takim razie komiks Clifton polecam Ci z całego serca! Jednak w każdym innym przypadku…

No właśnie! Clifton autorstwa Boba De Groota oraz słynnego Bédu (a po prawdzie to Bernarda Dumonta) spodoba się przede wszystkim osobom, które fascynuje brytyjskie poczucie humoru. To w pierwszej kolejności. W drugiej tym, które nad realizm, wynoszą karykaturalne postacie, historie rodem z fimów o słynnym na cały świat agencie 007 czy też przygody dwóch Galów. W trzeciej zaś tym, które cenią europejskich twórców komiksu, tutejszą – że tak powiem – kreskę i historię, jaką Clifton tworzy od 1983 roku.

Czytelnik nabywający album będący kompilacją takich albumów jak “Matoutou-Falaise”, “Klan McGregorów”, “Śmiertelny sezon” oraz “Pocałunek Kobry” już na wstępie napotka historię brytyjskiego detektywa, ciekawostki opisujące jego powstanie, okładki komiksów, w których oryginalnie występował i inne dobra, do których wydawnictwo Egmont przyzwyczaja nas w praktycznie każdym, wydawanym albumie.

Mnie osobiście komiks nie przekonał do siebie, a wręcz zmęczył. Co nie znaczy jednak, że jest albumem nie wartym sprawdzenia. Nie bez kozery bowiem już na wstępie wspomniałem o obostrzeniach, które powinieneś znać, aby cieszyć się recenzowanym produktem. Clifton to (podobno) małe arcydzieło, mocno osadzone w kulturze brytyjskiej, z prostym do bólu, charakterystycznym układem kadrów i przesłaniem, którego… nie dostrzegam. I nawet gdyby przymknąć oko na wspomniane wyżej cechy tego albumu, mam wrażenie, że ten trafi jedynie do wyselekcjonowanej grupy odbiorców, którzy go docenią, przy okazji nie zgadzając się z ani jednym słowem tej subiektywnej opinii. Do mnie nie trafił.

Palcojad, tom 1

Jeśli recenzję zaczyna się od zwrotu “już nie mogę doczekać się kolejnej części” przekonany w zasadzie jesteś, że poddawany ocenie produkt, w odróżnieniu od prezentowanego wyżej, zmiata na swojej drodze wszystko. I choć nie jest to komiks, który przeczytasz dziecku do snu, zapada w pamięć głęboko, na wzór filmów o psychopatycznych mordercach. Subtelną różnicą jest jednak to, że tutaj morderców jest ledwie szesnastu, a ich ofiary liczone są w setkach…

Skąd tak ogromna liczba rodzących się kolejno po sobie wykolejonych indywiduów? Czy to małomiasteczkowa klątwa, czy raczej wzorzec, z którym lokalna policja wydaje się być za pan brat i nikogo specjalnie nie dziwi, że oto kolejny psychol w wyrafinowany sposób morduje kolejne osoby? Na te pytania odpowiedzi stara się uzyskać Charles Carroll – jeden z zasłużonych dla sprawy agentów, który… dzień później ginie w tajemniczych okolicznościach. Rozpoczęte przez niego śledztwo kontynuuje kolega po fachu, człowiek pracujący na co dzień w NSA, który – jak się okazuje – niejedno ma na sumieniu. Jest jednak zajebistym fachurą od torturowania ludzi. Brzmi dobrze? I takie jest w praktyce!

Pomysłodawcą komiksu jest Joshua Williamson (Flash, Ghosted, Birthright). Gość obeznany w trzymających w napięciu thrillerach i nieoczekiwanych zwrotach akcji, że o puszczaniu oka do czytelnika nie wspomnę. Człowiek na każdym kroku zaskakuje odbiorcę: a to wyrafinowaniem w prezentowaniu sposobu kolejnych morderstw, a to dawką czarnego humoru w postaci dialogu ze… znanym, komiksowym twórcą). Klamrą duet Williamson-Henderson spina postać tego drugiego właśnie, który ilustracjami rządzi i dzieli, nie gubiąc w rysowniczym ferworze akcji osadzonej w nieruchomych kadrach. To dzięki nim na pierwszy plan historii wysuwa się zagmatwane śledztwo, a dopiero na drugim planie ujęto wspomnianych dewiantów. W recenzowanym wydaniu (opartym o oryginalną wersję ”The Murder Edition” – przyp. red.) nie zabrakło galerii okładek, scenariusza, szkiców koncepcyjnych czy innych dodatków ukazujących pracę nad komiksem. Po pierwszym tomie zaskakującym wykonaniem całości, wielowątkową fabułą i wspaniałym – w mojej opinii – wykonaniem.

Autor Redakcja

Mateusz jest człowiekiem niebojącym się nowych wyzwań, bez względu na formę, jaką te przyjmują. Propaguje gry wideo gdzie tylko i w jaki sposób może (zarówno na łamach prasy drukowanej, w internecie, jak i w telewizji), bowiem uznaje je za daleką krewną sztuki audiowizualnej. Jest jednocześnie ustatkowanym graczem i ojcem kolekcjonującym doświadczenie z różnych dziedzin życia. Kocha gry narracyjne, pamięta czasy NES-a.