Od dłuższego już czasu zauważam u siebie pewnego rodzaju prawidłowość, przejawiającą się większą skłonnością do ogrywania mało znanych gier, aniżeli promowanych niemalże na każdym kroku hitów elektronicznej rozrywki. Dzięki temu w ostatnich miesiącach odkryłem takie perełki jak Bad North, SEUM: Speedrunners from Hell czy do dziś razem z córką ogrywane Rise of Industry. Ten klucz wyboru tytułów sprawił, że w moje ręce wpadła również polska produkcja TSIOQUE, pełnymi garściami nawiązująca do klasycznych założeń nurtu point&click. I kolejny raz okazało się, że zdecydowanie warto dokonywać czasami mniej oczywistych wyborów.

Audio-wizualny majstersztyk

TSIOQUE zaskakuje szeregiem elementów, z których na pierwszy plan bez wątpienia wysuwa się oprawa wizualna. Ręczna robota grafików ze studia OhNoo zdecydowanie zasługuje na miano bardzo mocnego składnika gry. Tytułowa bohaterka to mała księżniczka, która musi znaleźć wyjście z zamku opanowanego przez złego czarnoksiężnika, który na potężną budowlę nałożył straszne zaklęcie. Brzmi jak fabuła wyjęta prosto z bajki, a zastosowane przez OhNoo podejście tylko to wrażenie potęguje. Przyjemność z oglądania poszczególnych postaci czy barwnych lokalizacji zamczyska jest po prostu ogromna i powoduje natychmiastowy powrót do czasów, kiedy naszą dziecięcą wyobraźnię rozpalały np. kolejne odcinki Gumisiów. Estetyka tytułu od OhNoo właśnie takie kreskówki przypomina, robiąc to z wyczuciem i dbałością o najmniejszy szczegół.

ohnoo tsioque

Ogrom pracy włożonej w ożywienie świata TSIOQUE widać na każdym kroku, a szczególną uwagę przykuwają świetne animacje. W rewelacyjny sposób nadają one postaciom indywidualny rys charakterologiczny np. karykaturalny w przypadku gwardii „bohaterskich” szkieletów czy uroczo buntowniczy w przypadku głównej bohaterki. Zabieg ten powoduje, że gra na pierwszy rzut oka zdająca się być zwykłą platformówką, staje się tytułem serwującym kilka godzin naprawdę dobrej, podszytej inteligentnym humorem zabawy. Za taki efekt oddziaływania graficznej strony TSIOQUE odpowiada Alek Wiśniewski, człowiek z prawdziwym fachem w swoich rękach – czapki z głów!

tsioque

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o towarzyszącej przygodom dzielnej księżniczki muzyce. Biorąc pod uwagę fakt, że TSIOQUE jest tylko (albo aż) przygodówką 2D, to jej sfera audio bardzo pozytywnie zaskakuje rozmachem jak i artystyczną wrażliwością. Cieszę się, że twórcy nie zastosowali pół-środków i postarali się o zaangażowanie kompozytorów gwarantujących wysoką jakość. Wsparcie osiągnięte na Kickstarterze pozwoliło zaoferować współpracę Edwardowi Harrisonowi (Deus Ex: Mankind Divided, NEOTOKYO) oraz Elle Kharitou.

Stworzone przez nich kompozycje ujmują barwą, klimatem, orkiestralnymi aranżacjami i dobranym instrumentarium bardzo dobrze korelującym z wydarzeniami na ekranie komputera. Gorąco polecam odsłuchanie kompozycji muzycznych z TSIOQUE nawet jako autonomicznych dzieł, oderwanych od tytułu. Słucha się ich niezwykle dobrze.

Zagadki i ukryte znaczenia

Pisząc o TSIOQUE nie można nie wspomnieć o istocie gier point&click, czyli interakcjach z otoczeniem, które tak jak w innych podobnych tytułach, tak i tutaj są kluczowe jeżeli chodzi o progresję fabuły. Deweloperzy poradzili sobie z implementacją tej mechaniki całkiem sprawnie, proponując odpowiednią mieszankę oczywistych wyborów z tymi, które mocniej angażują szare komórki do działania. Kilka razy łapałem się na tym, że dłuższy czas przebywania w danej lokacji spowodowany był niewystarczającym skupieniem na detalach, a rozwiązanie, którego szukałem okazywało się czekać przed samym nosem. Być może to już ten wiek, być może zmęczenie po całym dniu pracy, ale tym większe było moje zadowolenie z siebie w momencie odkrycia odpowiedniego rozwiązania. Wewnętrzne „Acha!” z nawiązką wynagradzało wcześniejszy trud. Podobny poziom zaangażowania TSIOQUE utrzymuje od początku do końca, co nie jest standardem w dzisiejszych czasach.

Podobny wniosek jeżeli chodzi o brak schematycznego podejścia rodzi się w kontekście zakończenia przygotowanego przez zespół OhNoo. W żaden sposób nie chcę nawet w najmniejszym stopniu uchylić rąbka tajemnicy ukrytej między wierszami rymowanej historii prezentowanej przez narratora tej wyjątkowej gry.

Mam jednak nadzieję, że po zapoznaniu się z moją recenzją sięgniecie po TSIOQUE i tak jak ja doświadczycie stopniowo narastającego zaskoczenia oraz minuta po minucie potęgowanego przekonania, że przygody małej księżniczki oferują o wiele więcej niż tylko relaks po ciężkim dniu pracy. Jestem wręcz przekonany, że finał historii nie jednego dorosłego (w szczególności rodzica) zachęci do głębszej refleksji. Takie tytuły lubię, i takie tytuły z głębi mojego ustatkowanego serducha polecam!


TSIOQUE udowadnia, że nawet mniej skomplikowane gry potrafią być świetnymi nośnikami ważnych tematów. Tytuł ten bez dwóch zdań zasługuje na najwyższe oceny.

Gdyby tylko oferował więcej niż 1,5-2 godziny rozgrywki…